9 lipca 2015

Antoni Florian Załęski - Człowiek ze stali



Antoni Florian Załęski urodził się 29 maja 1913 roku w miasteczku Gary w stanie Indiana. Jego rodzice wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych ze wsi Mokra Wieś spod Nowego Sącza. Antoni miał sześcioro rodzeństwa, jego ojciec Józef pracował w hucie stali, matka zajmowała się domem. W wieku trzech lat stracił ojca, a sytuacja materialna rodzinny gwałtownie się pogorszyła, przez co młody Antoni - jako kilkunastuletni chłopiec - musiał szybko razem z całym rodzeństwem podjąć pracę w zakładach metalurgicznych. Na salę treningową trafił dzięki starszym braciom, którzy po pracy trenowali boks. W wieku 15 lat zadebiutował na amatorskim ringu w klubie polonijnym. Swoja karierę rozpoczął od wagi lekkiej, następnie boksował w kategorii półśredniej. Wygrał 87 z 95 walk. Jego największym sukcesem było czterokrotne zwycięstwo w turnieju Golden Gloves miasta Gary.

W 1934 roku 21-letni Załęski postanowił podpisać kontrakt zawodowy i przyjąć przydomek Tony Zale. W pierwszym roku kariery boksował bardzo często, bo aż 21 razy. Rok późnej, po kolejnych porażkach - zwłaszcza przed czasem z  Johnnym Phaganem (KO 6), postanowił zawiesić rękawice na kołku i wrócić do pracy w hucie stali. Ciężka praca fizyczna wzmocniła Antoniego. Po dwóch latach postanowił dać sobie jeszcze jedną szanse i wrócił do boksu. Załęski przeprowadził się do Chicago, gdzie rozpoczął treningi u Arta Wincha. Na rezultaty współpracy nie było trzeba czekać długo - Antoni po powrocie zaczął zwyciężać, choć sporadycznie nadal przytrafiały mu się porażki. Dopiero rok 1939 okazał się przełomowy. Załęski zwyciężył w siedmiu walkach z rzędu, a sześć z nich rozstrzygnął przed czasem. Wreszcie został zauważony przez dziennikarzy. W roku 1940 rozbłysła gwiazda Antoniego w walce Amerykaninem czeskiego pochodzenia - Alem Hostakiem. Górujący warunkami fizycznymi Hostak (183 cm wzrostu przy 171 cm Załęskiego) został znokautowany w 13. rundzie i "Człowiek Ze Stali" został mistrzem świata kategorii średniej. Stało się to 19 lipca 1940 roku w Seattle. Rok później Antoni udowodnił po raz kolejny swoją wyższość, nokautując Hostaka już w 2. rundzie. 16 sierpnia tego samego roku Załęski zmierzył z Billym Pryorem w Juneau Park w Milwaukee. Stawką nie był pas mistrzowski, ale Antoni wygrał przez KO w 9. rundzie, a walkę obejrzało ponad 135 tys. widzów, co do dnia dzisiejszego jest rekordem widowni w świecie boksu. Lokalny browar był sponsorem gali i wstęp był wolny. W 1942 roku Załęski zgłosił się na ochotnika do marynarki wojennej, gdzie służył do końca II wojny światowej. "W wojsku nie brałem udziału w walkach. Nie chciałem zrobić krzywdy dzieciakom" - wspominał.

Po odbyciu służby wojskowej Załęski wrócił do boksu w roku 1946. Sześć walk towarzyskich Antoni stoczył tylko po to, by pozbyć się rdzy po przerwie, która trwała cztery lata. Wszystkie pojedynki zakończył przed czasem. 27 września na Yankee Stadium w Nowym Jorku zmierzył się z Rockym Graziano, legitymującym się rekordem 43-6, 23 KO. Graziono, potomek włoskich emigrantów, był pretendentem, ale ze względu na wiek Załęskiego (33 lata), bukmacherzy wskazywali pretendenta w roli zdecydowanego faworyta. Walkę, której stawką był tytuł mistrza świata kategorii średniej, obserwowało 39,827 widzów. Już w 1. rundzie 24-letni pretendent byl liczony po lewym sierpowym. W rundzie drugiej losy się odwróciły i Załęski zapoznał się deskami na sekundy przed gongiem. Walka się wyrównała i obfitowała w potężne ciosy. Szósta runda przyniosła rozstrzygnięcie. Graziano po kombinacji prawy sierpowy na korpus - lewy sierpowy na głowę został znokautowany. Po raz pierwszy w karierze Rocky przegrał przed czasem. Redaktor naczelny magazynu "The Ring" - Nat Fleischer uznał tę walkę za najlepszą w roku 1946.
''Tony był jednym zawodnikiem, który mnie znokautował. Rewanż nie był dla mnie tylko bokserskim pojedynkiem. To była prywatna wojna. Jeśli nie byłoby tam sędziego, jeden z nas zakończyłby tę walkę martwy'' - powiedział Graziano. Rewanż odbył się w Chicago Stadium 16 lipca 1947 roku. Warunki atmosferyczne nie sprzyjały - temperatura sięgała 40 stopni Celsjusza. Załęski rozpoczął w bardzo dobrym stylu, zasypując Graziano gradem ciosów. W 3. rundzie pretendent był na deskach, a po pięciu starciach był porozcinany i ledwo widział na oko. Losy pojedynku odwróciły się jednak o 180 stopni w następnej nudzie. Załęski zaczął chwiać się po ciosach ''Bad Boya'', jak nazywano Rocky'ego. Champion padł twarzą na deski, a sędzia ringowy przerwał walkę, wyliczając tylko do dwóch. Wyjaśniając swoją decyzję o poddaniu Antoniego, tłumaczył się słowami ''Czy chcieliście, żebym dopuścił do morderstwa?". Załęski stracił pas mistrza świata i otrzymał gażę w wysokości 140 tys. dolarów, co było jego rekordową wypłatą. Po półrocznej przerwie Zale - bo tylko tym nazwiskiem posługiwał się na zawodowych ringach - wrócił miedzy liny. Po dwóch zwycięstwach zmierzył się z Lou Woodsem (34-8) i zwyciężył przez KO już w rundzie trzeciej. Dzięki tej wygranej Załęski został pretendentem do walki o mistrzostwo świata z Rockym Graziano. Trylogia dopełniła się 10 czerwca 1948 roku na Ruppert Stadium w Newark. Załęski chcąc odzyskać upragniony tyłuł, szybko postanowił zakończyć walkę przed czasem. Już w rundzie trzeciej było po wszystkim. Graziano został znokautowany po ciosach lewy na wątrobę - prawy sierpowy na szczękę i nieprzytomny z wstrząśnieniem mózgu został przewieziony do szpitala .Załęski odzyskał tytuł jako pierwszy od czasów Stanleya Ketchela (Stanisław Kiecal), który także był synem polskich emigrantów. ''Jest tylko jeden sposób, by pokonać Zale'a. Trzeba go po prostu zabić'' - skomentował krótko Graziano. Ostatnią swą walkę z Francuzem Marcelem Cerdamem, którego oklaskiwała jego kochanka - słynna piosenkarka Edith Piaf, Tony Zale przegrał przez techniczny nokaut. Został poddany przez narożnik po tym jak w rundzie 11. po lewym sierpowym upadł na kolana. Stracił tytuł mistrzowski i postanowił zakończyć karierę w wieku 35 lat. ''Trzy walki z Graziano kosztowały mnie sporo zdrowia'' - tłumaczył swoją decyzję o zawieszeniu rękawic na kołku.
"Człowiek Ze Stali'' zakończył karierę z rekordem 67-18-2, 45 KO. Został trenerem i uczył sztuki szermierki na pięści młodzież w Chicago. Dzięki rodzicom, którzy kultywowali tradycje polskie i język ojczysty, Załęski płynnie mówił w języku polskim mimo tego, że nigdy nie był w kraju nad Wisłą. Otrzymał wiele propozycji przyjazdu, ale nie ufał rządom komunistycznych w Polsce Ludowej i ograniczył swój wkład w naszą kulturę do działań w polonijnej Organizacji Katolickiej w wietrznym mieście. W 1956 roku dostał angaż w filmie o Rockym Graziano ''Między linami ringu'', gdzie miał zagrać samego siebie, lecz po znokautowaniu na planie filmu aktora Paula Newmana który wcielił się w postać Graziano, ostatecznie zrezygnowano z usług Antoniego. Tony Zale był dwukrotnie żonaty. Pierwsze małżeństwo (z Adelaine, która urodziła mu dwie córeczki) rozpadło się w 1951 roku. Z Philomeną - pierwszą kobietą,  która została zawodową baseballistką, przeżył w małżeństwie 28 lat. Po śmierci żony, schorowany i poruszający się na wózku inwalidzkim (ze zdiagnozowaną chorobą Parkinsona i Alzheimera) Zale zamieszkał w domu pomocy społecznej, gdzie odszedł w samotności 20 marca 1997 roku. Wtedy po raz ostatni zabrzmiał gong "Człowiekowi Ze Stali". Został pochowany w miejscowości Hobart nieopodal Chicago.
Historyk boksu Bert Sugar oraz trener i komentator walk bokserskich Teddy Atlas umieścili Załęskiego w pierwszej dziesiątce najlepszych pięściarzy kategorii średniej w historii.

12 czerwca 2015

Teddy ''kogut'' z Warszawy - jedyny mistrz KL Auschwitz



Tadeusz Dionizy Pietrzykowski przyszedł na świat 8 kwietnia 1917 roku w Warszawie. Ojciec Tadeusza pracował jako projektant i inspektor nadzoru rozbudowy warszawskiego węzła kolejowego. Matka Sylwina także była osobą staranie wykształconą - ukończyła Seminarium Nauczycielskie hrabiny Cecylii Plater-Zaberkówny. Po uzyskaniu dyplomu pracowała jako nauczycielka. Tadeusz Pietrzykowski rozpoczął edukację w 1922 roku w gimnazjum im. E.A. Rontalera w Warszawie mając 6 lat. W szkole radził sobie bardzo dobrze, do jego ulubionych przedmiotów należały: geografia, historia i język polski. 6 października 1927 roku po 10-dniowej ciężkiej chorobie zmarł ojciec małego Tadeusza.

Sytuacja materialna rodziny pogorszyła się z dnia na dzień. Tadeusz w nowej szkole wstąpił do harcerstwa i rozpoczął przygodę sportową. Początkowo uprawiał piłkę nożną w WKS Warszawianka. Postanowił jednak przekwalifikować się na sport indywidualny - postawił na boks w WKS Legia. W wieku 17 lat stoczył swoją pierwszą walkę z mistrzem polski Antonim Czortkiem. Trenerem Teddy'ego został trener Stamm, którzy dostrzegł duży potencjał u Pietrzykowskiego. Największy rozgłos Tadeusz zyskał w 1936 roku, kiedy Legia zdobyła mistrzostwo klasy B i zakwalifikowała się do klasy A okręgu warszawskiego. W 1937 Pietrzykowski zakwalifikował się do finałów Mistrzostw Polski. Tadeusz zdobył upragniony tytuł mistrza Warszawy w kategorii koguciej po zwycięstwie w finale z Jamborem. Rok późnej w indywidualnych mistrzostwach Polski w Poznaniu Tadeusz w pojedynku z Jarząbkiem doznał kontuzji złamania reki w śródręczu i został pokonany. 14 listopada Legia w decydującym meczu pokonała Okęcie 10:6 i została mistrzem Warszawy. "Przegląd Sportowy" uznał Tadeusza najlepszym pięściarzem kategorii koguciej, pisząc o nim "Żelazna Pieść". Rok 1938 był dla Tadeusza tragiczny. Został wyrzucony ze szkoły, nie przystąpił do matury, jego sekcja została rozwiązana.

1 września 1939 roku III Rzesza zaatakowała Polskę - wybuchła II wojna światowa. 8 września Tadeusz zgłosił się jako ochotnik do 1. baterii Obrony Warszawy. Bronił się aż do kapitulacji stolicy w dzielnicy Ochota, w której się wychował. Po kapitulacji w 1940 roku Teddy postanowił przedostać się do Francji. 25 lutego wyruszył z Nowego Targu. Wieczorem burza zmusiła do zatrzymania i konieczności przenocowania w napotkanym obozie cygańskim. Rano został zatrzymany przez węgierską żandarmerię. W połowię maja Tadeusz został przewieziony do więzienia w Tarnowie i przebywał tam do 14 czerwca.Tego samego dnia 23-letni Tadeusz trafił do obozu zagłady KL Auschwitz. Oznaczano go numerem 77. Obozowy koszmar się rozpoczął. Pierwszą pracą Pietrzykowskiego było zasypywanie dziur na terenie obozu. Następnie od 4 rano do 18 kosił i zbierał żyto. Po żniwach Tadeusz trafił do stolarni. Gdy Teddy został przyłapany na kradzieży ziemniaków, został wyrzucony ze stolarni.

W marcu 1941 roku Tadeusz przystąpił do pierwszej walki na terenie obozu zagłady KL Auschwitz. Kapo Walter Dunning, przedwojny mistrz Niemiec w wadze średniej, został przeciwnikiem Pietrzykowskiego. Walka była bardzo wyrównana, Tadeusz unikał groźnych sierpowych i po paru rundach kapo Dumming powiedział, że na dziś starczy. Był pod wrażeniem umiejętności małego wychudzonego Polaka. W latach 1941-1942 walki bokserskie były bardzo popularne, odbywały się w łaźni nr 2. Jeden z esesmanów wygrał 1000 marek po tym jak postawił na Pietrzykowskiego. Karl Egersdorfer był tak zadowolony, że kazał nakarmić Polaka, wydać mu pięć kotłów zupy. Tego dnia Tadeusz i jego obozowi koledzy zaspokoili po raz pierwszy głód. Latem 1942 roku lekarz obozowy dr Entreas pod pozorem witamin wstrzyknął Teddy'emu wirus tyfusa plamistego. Mocny organizm wytrzymał i po 14 dniach gorączka spadła. Tadeusz wrócił do obozowych walk. Teddy walczył z holenderskim Żydem Leu Sandersem którego żonę z dziećmi zagazowano w Brzezince. Pojedynek zakończył się remisem, Teddy wspominał o nim: ''ponieważ walka nie została rozstrzygnięta, mój przeciwnik zyskał uznanie w oczach kapo i został zatrudniony przy noszeniu kotłów z kuchni, co umożliwiło mu potajemne dożywianie się''. Wśród przeciwników Pietrzykowskiego znaleźli się: Wilhelm Maier - wicemistrz Europy z 1927 roku w wadze średniej i podwójny mistrz Niemiec z 1922 i 1923 - Harry Steinem. Z obydwu walk Tadeusz wyszedł zwycięsko i został mistrzem wszechwag KL Auschwitz. Boks na początku był jedynym celem Tadeusza Pietrzykowskiego - gwarantował mu przetrwanie. Tadeusz odczuwał potrzebę zorganizowania podziemnego ruchu oporu. Po poznaniu rotmistrza Witolda Pileckiego, Teddy został przydzielony do akcji zabicia komendanta obozu KL Auschwitz - zbrodniarza wojennego, odpowiedzialnego za holokaust okrutnego Rudolfa Hossa. Niestety zamach nie udał się. Natomiast udało się pozbyć psa komendanta, który wabił się Rolf i na okrzyk "Jude" zagryzał więźniów. Teddy zabił psa częścią złamanej kosy, następnie poćwiartował mięso i ukrył w baniakach z masłem, a potem zjadł z towarzyszami niedoli. Komendant mimo poszukiwań na szeroką skalę nigdy nie dowiedział się, co się stało z jego ukochanym pupilem. Tadeusz poznał w obozie ojca Maksymiliana Kolbe, który oddał życie za innego więźnia. Ksiądz Maksymilian wywarł na Teddym ogromne wrażenie, gdy stwierdził, że więzień, który ukradł mu chleb najwidoczniej bardziej go potrzebował. Tadeusz nie mógł zrozumieć zachowania księdza Kolbe, który po pamiętnym apelu dobrowolnie zgłosił się na śmierć za innego więźnia. Dopiero po latach zrozumiał, że dane było mu spotkać człowieka niezwykłego. W 1967 roku wspominał: ''Rady i wskazówki, jakie wówczas otrzymałem od księdza Kolbe były dla mnie - niespokojnego uosobieniem - skutecznym lekiem i są nim do dnia dzisiejszego''. Ostatnie 2 lata okupacji Pietrzykowski spędził w obozie KL Neuengamme na terenie III Rzeszy. 17955 - taki numer obozowy przydzielono Teddy'emu. Po walce sparingowej z Jerzym Muchowiczem Tadeusz zmierzył się z kapo Jimmim Kachta, zwanym Kuchtą i rzeźnikiem. Pietrzykowski sięgał esesmanowi do ramion. Po latach tak relacjonował walkę Teddy: ''walkę rozpocząłem w bardzo niskiej postawie. Śmiał się ze mnie, że uciekam. W pewnym momencie zrobiłem zwrot, którego nauczył mnie Stamm i jednocześnie strzeliłem przeciwka prawą ręką. Trafiłem w sam podbródek. Pod Kuchtą ugięły się nogi i padł na podłogę tak nieszczęśliwie, że głową uderzył o deski. Mat nie było. Widząc to odszedłem do narożnika. Walkę kontynuowano. Po raz drugi wyszedł mi ten sam zwrot i podobne uderzenie w podbródek. Kuchta ponownie runął na deski i cucono go przez 15 minut". Najsłynniejszy pojedynek Pietrzykowski stoczył w sierpniu 1943 roku. Jego przeciwnikiem był Niemiec Schally Hottenbach - pretendent w boksie zawodowym wagi półśredniej. Hottenbacha nazywano "Hammer-schag", co oznaczało uderzenie młota. W 2. rundzie po serii na korpus Tadeusz zahacza sierpem szczękę rywala. Niemiec wali się na deski - okrutne KO! 15 kwietnia 1945 roku Pietrzykowski doczekał się wolności wyswobodzony przez żołnierzy brytyjskich. 

Po wojnie w 1946 roku stanął ponownie na ringu i zdobył tytuł mistrza dywizji gen. Maczka w kategorii lekkiej. W sumie stoczył 17 walk, z których 15 wygrał i 2 zremisował. W 1950 roku skończył studia na AWF w Warszawie i oddał się pracy jako trener i nauczyciel wychowania fizycznego. W życiu osobistym nie układało się najlepiej - po 9 latach nieudanego małżeństwa postanowił się rozstać z żoną Zofią. Po przyjeździe do Nowego Targu poznał swoją drugą wybrankę serca - późniejsza żonę Iwonę. Rok po ślubie urodził się syn, który zgodnie z tradycją rodzinną otrzymał imię Tadeusz. Po przyjściu syna na świat, konflikty rodzinne zaczęły się nasilać do tego stopnia, że zadecydował z żoną o rozwodzie. Dopiero w trzecim małżeństwie (z Marią) po przeprowadzce do Bielska-Białej zaczęło się układać pomyślnie jego życie osobiste. Tadeusz ''Teddy'' Pietrzykowski - jedyny mistrz wszechwag KL Auschwitz, zmarł nagle dnia 17 kwietnia 1991 roku w Bielsku-Białej. Był niezbyt wysokim, ale Wielkim Człowiekiem, który zawsze pomagał innym i kierował się wartościami wyniesionymi z rodzinnego domu.

29 maja 2015

Okrutny Mike Tyson

Czytając niesamowitą biografie ''Mike Tyson - Moja Prawda'' zastanawiałem się nad walkami amatorskimi i treningami które były bardzo dokładnie opisywane. Nawet pojedynką o pas mistrza świata ''Żelazny'' nie poświecił tyle uwagi w książce. O karierze zawodowej Tysona napisano i powiedziano wszystko. Nagrania z czasów młodości, kiedy żył  Cus D'Amato, a  Mike kochał boks potwierdzają tylko jak niesamowitym, jedynym w swoim rodzaju z darem od pana Boga pięściarzem był ''Iron Mike''. Styl ''peek a boo'' został opanowany do perfekcji, praktycznie niemożliwe było młodego Tysona trafić, a jego precyzja była niczym laserowego radaru naprowadzającego pocisk z precyzją co do centymetra. Tak jak w późniejszych czasach w ringu Mike Tyson był po prostu okrutny, tego nauczył go trener i mentor Cus D'Amato, staruszek który jako jedyny potrafił opanować naturę chłopaka z getta... 

 
 

20 maja 2015

Sasza i Lucky Look w Moskwie


Aleksander Povetkin w eliminatorze federacji WBC zmierzy się z Kubańczykiem Mike Perezem. ''Sasza'' jest jedynym pięściarzem, który po porażce z Władimirem Kliczką wrócił szybko na ring. Śmiem twierdzić w jeszcze lepszej dyspozycji niż przed starciem z ukraińskim królem wagi ciężkiej. Ograniczony technicznie lecz silny i twardy Manuel Charr został efektownie ciężko znokautowany akcją lewy-prawy sierp. Następną ofiarą ''Saszy'', stał się wielki jak tur Carlos Takam. Kameruńczyk padł na mate ringu po okrutnym lewym sierpowy. Nokaut w stylu Mike Tysona. Povetkin poprawił wydolność z którą, zawsze miał problemy, bije z większą częstotliwością, praca nóg także uległa poprawie, ciosy zyskały na sile dzięki dynamice. Boks Rosjanina jest efektowny i efektywny. Mike Perez nie potrafi ustabilizować formy na wysokim poziomie, problemem jest także wahanie wagi pięściarza z Gorącej Wyspy. Magomed Abdusalamov po laniu z rąk Kubańczyka do dnia dzisiejszego jest sparaliżowany, nie mówi a kontakt z światem odbywa się za pomocą ruchów powiek oka. Tak dramatyczne wydarzenie niewątpliwie miało wpływ na psychikę Pereza. W korespondencyjnym pojedynku z ''Saszą'' na tle Takama bardzo blado wypadł Kubańczyk. Walka była  słaba, pełna klinczy, prowadzona w wolnym tempie z wskazaniem na Kameruńczyka. Jeśli Perez znów będzie miał problemy kondycyjnie, zostanie rozbity i znokautowany przez bardziej ruchliwego i dynamiczniejszego Rosjanina. Takie zakończenie przewiduje.

Przed walką wieczoru Moskiewskiej gali wystąpi mistrz świata federacji WBC Grigorij Drozd. W miejsce Krzysztofa Włodarczyka zastępstwo przypadło Łukaszowi Janikowi. ''Krasawczyk'' jest zdecydowanym faworytem. Nawet gdyby Janik cały obóz przygotowawczy, pełne osiem tygodni przepracował stricte pod Rosjanina praktycznie nikt nie przewidywałby detronizacje Drozda. ''Lucky Look'' niespełna dwa tygodnie przed walka dowiedział się o wyjeździe do Moskwy, co ogranicza jego szanse praktycznie do minimum. Aczkolwiek boks jest nieprzewidywalną dyscypliną i jeszcze większe niespodzianki zdarzały się w historii pięściarstwa. Na Łukaszu nie spoczywa żadna presja, każda runda wyrównana będzie już małym sukcesem Polaka. Janik na pewno nie wejdzie do ringu po to by tylko przetrwać, jest bokserem ambitnym, charakternym i z sercem do walki co udowodnił w pojedynku z faworyzowanym  Afolabim na gali w słynnej Madison Square Garden. Mistrzowski dystans 12 rund, niestety sprawi ze z każdą rundą Łukasz będzie miewał przestoje, co raz poważniejsze problemy z wydolnością co na pewno wykorzysta mobilny    'Krasawczyk''. Przewiduje zwycięstwo przez techniczny nokaut Drozda w tzw mistrzowskich rundach gdy już ujdzie powietrze z naszego ''Lucky Looka''. Nawet porażka po dobrej walce możne okazać się zwycięstwem,  ponieważ Janik zyska renomę i  otrzyma kolejne ciekawe finansowo i sportowo oferty. Czego z całego serca życzę niedocenianemu w Polsce Łukaszowi. 

7 maja 2015

Po burzy - Mayweather : Pacquiao


Emocje opadły więc czas na podsumowanie walki ''wszech czasów''. Zapowiadano burze z piorunami a skończyło się tylko, na paru groźnie wyglądających chmurach i burza przeszła bokiem... Walka była pojedynkiem ''wszech czasów'' tylko pod względem biznesowym. W zależności od źródła, podaje się zakup transmisji w systemie PPV wynoszący od 3.5 do 4.5 miliona! Walkę z pod ringu oglądała śmietanka towarzyska i celebryci z  Hollywood. Wszystkie rekordy zostały wyśrubowane do granic możliwości. Odstawie liczby i rekordy na bok i skupie się na  tym, co wydarzyło się w ringu. Floyd Mayweather perfekcyjnie wykorzystał przewagę zasięgu ramion i pracy nóg. Był tego wieczoru nieuchwytny i jego dominacja nie podlega dyskusji. Manny Pacquiao walczył tak jak przeciwnik pozwala, a ze Floyd pozwolił na niewiele występ Filipińczyka rozczarował. zabrakło agresji, ciosów w kombinacjach, PacMan nie mógł przedostać się do półdystansu. Zabrakło ''serca lwa'' z którego zawsze słynął Pacquiao. Statystyki są bezwzględne tylko, 81 trafionych na 429 wyprowadzonych ciosów Mannego. Podobno Filipińczyk był kontuzjowany przed walką więc możemy tylko spekulować, czy kontuzja barku miała wpływ na postawę. Ringowe wojny zwłaszcza ciężki nokaut z rąk Marqueza miały wpływ na pewność siebie Filipińczyka, który w walce ''wszech czasów'' nie zaryzykował i nie podjął wielkiego ryzyka. Czwarta runda wydawała się być przełomową, gdy Manny zasypał gradem ciosów będącego opartego o liny Floyda. Na szczelnie zasłoniętego Amerykanina, kombinacja Filipińczyka nie zrobiła jednak żadnego wrażenia. W kolejnych rundach dominacja ''Pretty Boya'' tylko rosła. Floyd Mayweathera wdrapał się na sam szczyt pięściarskiego Olimpu i wątpliwe jest czy osunie mu się noga... Czy przydomek TBE (the best ever) dla Floyda nie jest na wyrost? Ciężko ocenić konfrontując z dawnymi mistrzami Amerykanina, aczkolwiek jedno jest pewno Floyd to największa gwiazda i najlepszy pięściarz współczesnego boksu zawodowego, trzeba się z tym zgodzić. Styl ''TBE'' nie zawsze porywa tłumy ale ''Pretty Boy'' to geniusz w każdym elemencie pięściarskiego abecadła. Czapki z głów i tą puentą zakończę krótkie podsumowanie tego co działo się w kasynie MSG w Las Vegas.

1 maja 2015

Miliony w ringu - Mayweather : Pacquiao


Już tylko kilkanaście godzin zostało do ''walki wszech czasów''. Pierwszą walką tak reklamowaną było stracie Jim Jefferies -Jack Johnson na początku XX wieku (4 lipca 1910 roku). Która, to już walka ''stulecia''? Ciężko policzyć... Starcie genialnego Amerykanina ''Pretty Boy'' z Filipińczykiem nazywanym ''Pac Man'' już osiągnęło status walki stulecia pod względem finansowym. Gaża dla Mayweathera wyniesie, 120 mln dolarów i jeszcze wzrośnie o zyski z PPV i biletów. Najwięcej przed walką właśnie mówi się o liczbach: bilety sięgające astronomicznej sumy 140 tys dolarów, łączny przewidywany zysk przychodu za same bilety 72 mln dolarów. Federacja WBC postanowiła uczcić walkę ''wszech czasów'' specjalnym pasem wykonanym z kilograma złota i trzech tysięcy szmaragdów. Gaża Pacquiao szczuplejsza wyniesie 80 mln dolarów, co niewątpliwie także działa na wyobraźnie. A gdzie w tym wszystkim sport? Niestety zszedł na drugi tor. O pięściarzach którzy już stali się częścią historii, powiedziano i napisano wszystko. Każdy sympatyk szermierki na pięści zna mocne i słabe strony obydwóch bohaterów gali, która odbędzie się w stolicy hazardu kasynie MSG Grand w Las Vegas. Niesamowita różnica stylów Floyda i Mannego gwarantuje ''na papierze'' niesamowite i wyjątkowe widowisko. Mistrz defensywy kontra Bóg wojny idący do przodu niczym tajfun. Z sportowego punktu widzenia, walka odbyła się 4-5 lat za późno. Kluczem do zwycięstwa będą nogi. Których z nich stracił mniej z dynamiki i mobilności przechytrzy rywala. Pacquiao na zawodowych ringach stoczył 64 walki. Wojny ringowe, nokauty zwłaszcza ten z rąk Marqueza musiały się odbić na zdrowiu Filipińczyka. Mayweather jest mniej wyeksploatowanym pięściarzem, faworytem walki ale przecież jest człowiekiem z krwi i kości. W boksie wszystko jest możliwe. Gdyby gladiatorzy współczesnych czasów spotkali się ze sobą parę lat wstecz, nie było by dziś aż tak olbrzymiego zainteresowania i wątpliwe jest żeby kolejne rekordy finansowe zostały wyśrubowane jak dziś. Długi czas oczekiwania sprawił ze walka stała się najbardziej wyczekiwaną na całej kuli ziemskiej. W trakcje negocjacji kibice na całym świecie, byli świadkami wielu przepychanek i utarczek, prób walki na słowa w wykonaniu Floyda. Skromy Filipińczyk gorliwy katolik i zupełne przeciwieństwo Amerykanin lubiący odnosić się do swojego bogactwa, wystawnego życia, kolekcjonowania drogich samochodów i zegarków. Pobyt  Mayweathera z zakładzie karnym, dolał oliwy do ognia sprawiając ze idealnym hasłem walki jest walka dobra ze złem. Postawa poza ringowa, ale przede wszystkim styl okrutnie efektowny zaskarbił sobie moje serce. Z całych sił zaciskam kciuki i kibicuje Emmanuelowi Dapidran Pacquiao (tak brzmi pełne imię i nazwisko idola Filipin).Już nastawiłem budzik i zaczynam wielkie odliczeni, łudząc się ze w wielkiej chmury nie spadnie mały deszcz... 

                                             
     

24 kwietnia 2015

Zwycięzca musi byc tylko jeden: Szpilka i Kliczko w USA.




W piątek w doskonale znanej polskim kibicom hali  UIC Pavilon w Chicago powróci na ring Artur Szpilka. Dzień późnej w legendarnej Madison Square Garden w Nowym Jorku, po siedmiu latach wróci na ring amerykański Władimir Kliczko. Co oprócz faktu powrotu na ring łączy ''Szpile'' z ''Stalowym Młotem''? Obydwie walki są z tych w których pytanie zasadnicze brzmi, w której rundzie koniec?  

Rywalem Artura Szpilki będzie journeyman Ty Cobb. Celem Amerykanina będzie przetrwać kilka rund i nie dać się ciężko znokautować. Dla Szpili będzie to pierwsza walka  z nowym trenerem w narożniku,  cenionym Ronnie Shieldsem. Pobyt  Artura w Stanach Zjednoczonych jest zbyt krótki by klasa rywala była wyższa, nie należny się także spodziewać olbrzymich zmian w stylu boksowania. Będzie to walka, która  nie pozostanie zbyt długo w pamięci kibiców. Typowa walka na ''przetarcie'', którą każdy pięściarz toczy w swej karierze. Operacja barku Szpilki po zwycięstwie z  Tomaszem Adamkiem na Polsat Boxing Night w Krakowie, jest kolejnym argumentem dlaczego z nikim mocniejszym w Chicago Artur nie zmierzy się.


Władimir Kliczko mistrz świata (WBA,WBO,IBF) w swoim stylu reklamuje niepokonanego Bryanta Jenningsa: ''Jest młody, ambitny i niepokonany, spodziewam się więc dużego wyzwania''. Sądzę, że ''By-By'' będzie tylko kolejna ''ofiarą'' Ukraińca. Ciężko jest doszukać się argumentów, które przemawiają na korzyść Amerykanina. Tylko zasięg ramion jest na korzyść pięściarza z Filadelfii. Aczkolwiek nie wykorzystuje tego atuty tak jak powinien. Szczelna garda jest do rozbicia co udowodnił  Bowie Tupou. Siła fizyczna i świetna wydolność tym razem nie będzie atutem ponieważ, Kliczko w tych elementach jest niesamowicie mocny. Jennings nie dysponuje potężnym pojedynczym ciosem, jego praca nóg jest na poziomie co najwyżej solidnym, podobnie zresztą timing. Kliczko chce zaprezentować się efektownie w ringu przed amerykańską publicznością, wiec tym razem nie będzie ''holował'' rywala by znokautować go pod koniec walki. Amerykańscy eksperci i kibice krytykują króla wagi ciężkiej, za to ze jest nie efektowny, a jego styl boksowania pełen klinczów i fauli jest anty-boksem. W Madison Square Garden będzie doskonała okazja by zamknąć efektowna walką i nokautem usta krytykom. I tego się spodziewam w powrotnej walce na amerykańskiej ziemi...            

1 kwietnia 2015

Jack Johnson - Mistrz którego nienawidził świat



Jack Johnson przyszedł na świat 31 marca 1878 w Galveston w stanie Teksas. Ojciec przyszłego mistrza, był dozorcą szkolnym a matka praczką. Segregacja rasowa w Stanach Zjednoczonych w tamtym okresie, była nieludzka, zwłaszcza dla potomków czarnoskórych niewolników. Jednak w dzieciństwie ''Arturek'' (drugie imię Johnsona), nie odczuwał tego zbytnio. Jako nastolatek pracował w hotelach, zamiatał u fryzjera, ładował bawełnę na nabrzeżu a następnie toczył pojedynki w walkach pokazowych, które były nielegalne. Po jednej z takich walk Johnson i jego rywal z ringu, Żyd Polskiego pochodzenia - Joe Choynsky zostali skazani na 23 dni aresztu. Panowie poznali się bliżej, zaprzyjaźnili, co późnej zaowocowało współpracą. Choynsky zachwycony talentem Arturka został jego trenerem. Obdarzony świetnymi warunkami fizycznymi (188 cm wzrostu ) Olbrzym z Galveston, marzył o tytule mistrza świata wagi ciężkiej, należącym do Jima Jeffriesa. ''Johnson jest dobrym zawodnikiem'' - przyznał Okrutny Kotlarz, ale nie zamierzał walczyć z "czarnym''. 16 maja 1902 r. Johnson zmierzył się z młodszym bratem Jima Jeffriesa. Imiennik Johnsona został znokautowany już w 5 rundzie.

5 lutego 1903 r. "Olbrzym z Galveston", zmierzył się z Edem Martinem o tytuł ''Kolorowego'' mistrza świata wagi ciężkiej. Zwyciężył przez nokaut w 2 rundzie i został posiadaczem tytułu, którego nazwa była odzwierciedleniem tamtych czasów. Po paru udanych obronach dostał szansę zmierzenia się o pełnoprawny tytuł króla wagi ciężkiej. Mistrzem był Kanadyjczyk Tommy Burns. Pisarz Jack London napisał: ''Jestem po stronie Burnsa, bo jest biały jak ja''.

Olbrzym z Galveston miał już na rozkładnie tak uznane nazwiska jak:
-Bob Fitzsimmons, pierwszy mistrz świata w trzech kategoriach wagowych ( średnia,półciężka i ciężka ), czy - Sam Langford uważany za najwspanialszego pięściarza który nie został mistrzem świata. ''Nigdy po raz drugi nie wejdę do ringu z tym diabłem'' stwierdził po walce Johnson. Langford mimo kiepskich warunków fizycznych ( tylko 171 cm wzrostu ), posiadał nokautujący cios, był niezwykle dynamiczny i zaawansowany technicznie. Pięściarz ten sprawił "Arturkowi" sporo problemów walka trwała pełen dystans - 15 rund.

Upragniona potyczka o pełnoprawny tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, odbyła się w Boże Narodzenie 1908 r. w Sydney. Burns skuszony wielką, jak na tamte czasy sumą - 30 tys dolarów, ustępował Jackowi w każdym elemencie pięściarskiego abecadła. Już po kilku sekundach walki znalazł się na deskach. Johnson powoli niszczył, rozbijał Kanadyjczyka, ''bawiąc'' się nim w ringu. ''To już nie była walka, lecz rzeź'' - uznał Jack London. W 14 rundzie do ringu wkroczyła policja ( pojedynek był zakontraktowany na 20 rund. ), starcie przerwano a tuż przed końcem, wyłączono kamery - świat nie mógł zobaczyć jak triumfuje czarnoskóry potomek niewolników!

W Stanach Zjednoczonych rozpoczęto akcję ''wielka nadzieja białych'', szukano pięściarza, który zdetronizuje znienawidzonego mistrza. Wybór padł na "Zabójcę z Michigan", syna polskich emigrantów - Stanisława Kiecala, znanego w Ameryce jako Stanley Ketchel. Stanley był mistrzem świata wagi średniej z niesamowitym bilansem 48-3. Dysproporcja w warunkach fizycznych była ogromna. 173 cm wzrostu i ok.70-72 kg wagi Ketchela, przy 188 cm wzrostu i około 93 kg Johnsona. Mistrz Jack otrzymał potężna gażę w wysokości 25 tysięcy dolarów, musiał tylko obiecał że nie będzie dążył do nokautu na "białym"...

16 października 1909 w miejscowości Colma zgromadziło się 10 tys. widzów. Walka została zakontraktowana jako ''no decision'', wiec nie była oficjalną walką o tytuł. Nastąpiła konfrontacja dwóch odmiennych stylów. Ketchel nieustanie atakował, parł do przodu, zasypując rywala gradem ciosów,
wykorzystując mocne uderzenie. Johnson był mistrzem defensywy, znanym z takich zagrywek jak: przytrzymywanie rękawicy na głowie, uderzanie w szyję, ciosy głową a nawet wkładanie kciuka w oko przeciwnika. W 12 rundzie zaciekłej walki, syn polskich emigrantów, trafił potężnym prawym sierpem powalając championa na deski. Johnson z trudem wstał i w tym samym momencie, wyprowadził straszliwy podbródkowy, który omal nie urwał głowy Kiecalowi! Zabójca z Michigan padł na ring jak rażony piorunem! Okrutny nokaut  Stanley Ketchel długo leżał nieprzytomny w ringu. W rozprutej rękawicy Johnsona znaleziono zęby Ketchela! "Arturek" przyznał że nigdy nie otrzymał tak silnego ciosu, jak ten od Ketchela, ani też nigdy nikomu tak mocnego, jak ten kończący walkę nie zadał... "Myślałem, że go zabiłem" - powiedział Jack.

4 lipca 1910 roku w Reno, Johnson przystąpił do długo wyczekiwanej walki z Jimem Jeffriesem. Tym razem to ''Okrutny Kotlarz'' został uznany ''wielką nadzieją białych''. Dawny mistrz przed pojedynkiem musiał rzucić 40 kg nadwagi. 100 tys dolarów gaży skutecznie zachęciło ''Okrutnego Kotlarza'' do powrotu między liny, 6 lat po tym jak zawiesił rękawice na kołku. Walka po raz pierwszy w historii była reklamowana hasłem ''walka stulecia''. Jeffries był ''zardzewiały'', Johnson bezkarnie obijał korpus dawnego mistrza. W rundzie 15-stej po serii trzech mocnych lewych sierpowych Jeffries po raz pierwszy w swojej  karierze padł na deski. Dawny champion wstał, lecz natychmiast ''Arturek'' ''poprawia'' kolejnymi ciosami i tym razem Jeffries wyleciał za liny. Został wepchniemy na ring przez sekundantów i kibica. Po kilku sekundach znów zalicza deski i sędzia postanowił zakończyć egzekucje na kolejnej ''wielkiej nadziej białych'' "Los Angeles Times" wystosował krótką odezwę zatytułowaną - "Słowo do czarnego":

"Nie zadzieraj nosa, nie śmiej się zbyt głośno, nie kieruj ambicji w złym kierunku. Niczego nie zrobiłeś i fakt, że twój kolor skóry jest taki sam jak zwycięzcy z Reno, nie oznacza, że będziesz lepiej traktowany. Jesteś takim samym członkiem społeczeństwa, jak w zeszłym tygodniu "

Za zwycięstwo w walce nazywaną po raz pierwszy w historii ''walką stulecia'' Johnson dostał 65 tys. dolarów. Szybko jednak znaleziono sposób, jak mistrza tytułu pozbawić... Przepisy "Mann Act", przewidywały kary za przewożenie kobiet przez granice stanów w celach seksualnych.

"Jack Johnson ma na kobiety jakiś hipnotyczny wpływ, ale ja wolałabym widzieć moją córkę w szpitalu psychiatrycznym niż u jego boku" - twierdziła pani Cameron, matka żony Johnsona, byłej prostytutki - Lucille. Johnson został aresztowany w listopadzie 1912 r. i skazany na rok i dzień więzienia, jednak wyszedł za kaucją do czasu rozpatrzenia apelacji i skorzystał z okazji, by uciec do Europy.

Lubiący wystawne życie, drogie, szyte na miarę garnitury, kapelusze, zatrzymany za szybką jazdę, zamiast 50 dolarów mandatu wręczył policjantowi setkę, mówiąc: "Niedługo będę tędy wracał". Podczas kłótni w barze pijany pobił mężczyznę, a wezwanie do sądu wyrzucił do kosza. Hotele w Paryżu odmawiały mu wstępu, w Londynie odwołano przedstawienie, w którym miał brać udział. Do Szwecji zabroniono mu wjazdu. Kiedy zaczęły kończyć się pieniądze, zrozumiał że popełnił błąd.

"Źle się stało, że wyjechałem z kraju, ale największą moją zbrodnią było pokonanie Jeffriesa " - napisał późnej w autobiografii.

5 kwietnia 1915 roku w Hawanie, przy lejącym się z nieba żarze ( 40 stopni Celsiusza ), Johnson stanął w ringu z kolejna '' wielką nadzieją białych''. Był nim olbrzymi, mierzący 199 cm wzrostu i ważący 115 kg - Jess Willard. Dwa lata wcześniej jeden z rywali Willarda ( John Young ), zmarł po walce na skutek odniesionych, ciężkich obrażeń. Pottawatomie Giant ( taki przydomek ringowy posiadał Willard ) dopiero w wieku 29 lat został pięściarzem, wczesnej był farmerem, pracował także w cyrku, gdzie między innymi robił pokazy ujeżdżania koni i rzutu lassem.

Walka Willard vs Johnson została zakontraktowana na 45 rund, wokół ringu obserwowało ją 30 tysięcy widzów. Jack został znokautowany w 26 rundzie. Był to najdłuższy w historii pojedynek o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Wielu dziennikarzy i historyków boksu, między innymi wspaniały, już nie żyjący - Bert Sugar twierdzi, że "Arturek" się podłożył a znakiem miało być, opuszczenie przez jego żonę widowni. Prawdy niestety nie da się ustalić. Willard został bohaterem Ameryki, odbył triumfalną podróż jako nowy mistrz świata wagi ciężkiej.

Dopiero po siedmiu latach "Olbrzym z Galveston", uzyskał paszport do Stanów Zjednoczonych, gdzie w 1920 roku zaczął odbywać karę pozbawienia wolności. Mając 43 lata, odzyskał wolność i nadal toczył walki pokazowe, ale o mistrzostwo świata już nigdy nie dano mu się zmierzyć.

''Niezliczone kobiety inspirowały mnie i podcinały mi skrzydła, dawały radość i smutek, były świadkami moich triumfów, cierpiały ze mną, kochały mnie i nienawidziły. Czasem wiele z nich zajmowało moją uwagę jednocześnie'' - wspominał.

Po wyjściu z więzienia ożenił się po raz trzeci. Ostatnią walkę pokazową stoczył w 1945 roku w Nowym Jorku w wieku 67 lat. Zginął tragicznie 10 czerwca 1946 roku. Jadąc z nadmierną prędkością uderzył w słup telegraficzny. Do końca życia Jack Johnson musiał walczyć z rasizmem, jego wściekłość w ostatnich chwilach życia wywołał fakt, że nie został obsłużony w jednej z restauracji.

FBI prowadziło śledztwo w sprawie wypadku w którym zginął, ponieważ były podejrzenia, że zostały przecięte linki hamulcowe w samochodzie mistrza. Jednak nikomu nie postawiono zarzutów. "Olbrzym z Galveston " był wspaniałym championem, który o dekadę wyprzedził swoje czasy, zwłaszcza w defensywie. Nawet nieliczne taśmy z jego treningów czy walk nadal robią wrażenie. Jack Johnson zakończył karierę z bilansem 55 zwycięstw, w tym 35 przed czasem, 11 porażkami i 8 remisami ( dane zależne od źródła ). W 1990 został wpisany do bokserskiej galerii sław - International Boxing Hall of Fame. Bert Sugar umieścił tego pieszczotliwie zwanego "Arturkiem" pięściarza na 10 pozycji wszech czasów . "Olbrzym z Galveston " jako pierwszy przetarł bokserskie szlaki ''czarnym'', bez których przecież nikt nie wyobraża sobie dzisiejszego świata boksu. Uważam, że już z tego powodu Jackowi Johnsonowi należy się wielki szacunek.