![]() | ||||
| Nowy król Tyson ''Gypsy King'' Fury |
29 listopada 2015
Umarł król, niech żyje król !!!
25 listopada 2015
David ''Hayemaker'' Haye
Świetna informacja, zwłaszcza dla kibiców królewskiej kategorii jak niegdyś była nazywana waga ciężka. Po trzech i pół roku na ring wróci David Haye były zunifikowany mistrz świata w kategorii crusier (WBC, WBA i WBO)i były mistrz świata WBA w kategorii ciężkiej. Pyszałkowaty Brytyjczyk znów będzie zabawiał dziennikarzy i kibiców barwnymi konferencjami prasowymi. Aczkolwiek ciężko będzie przebić w artystycznych dokonaniach rodaka Tysona Fury. Zdrowy Haye to pięściarz niezwykle dynamiczny, z świetnym timingiem, nokautującym pojedynczym ciosem, absolutna czołówka ciężkiej kategorii. Czas zweryfikuje ile pozostało starego '' Hayemakera''. A już dziś warto przypomnieć najważniejsze momenty i spektakularne nokauty w wykonaniu Anglika:
27 października 2015
Alexis Arguello - Dumma Nikaragui
Kim był idol Romana ''Chocolatito'' Gonzaleza uznawanego obecnie za lidera P4P? Bohaterem biografii jest noszący przydomek "El Flaco Explosivo" legendarny Alexis Arguello z odległej Nikaragui w Ameryce Łacińskiej.
Arguello przeszedł na świat 19 kwietnia
1952 roku w stolicy swego kraju - Mangui. Wychowany w biedzie, mając 13
lat został zmuszony do opuszczenia rodzinnego domu i udania się do pracy
na farmie. Karierę pięściarza zawodowego rozpoczął trzy lata późnej. 24
listopada 1973 roku przystąpił do pojedynku z byłym mistrzem świata w
kategorii piórkowej Jose Legrą. Kubańczyk mający obywatelstwo
hiszpańskie został znokautowany już w 1. rundzie i postanowił zawiesić
rękawice na kołku. Wygrany pojedynek, który był eliminatorem do pasa WBA
kategorii piórkowej, zagwarantował starcie z mistrzem tej federacji
Ernesto Marcelem.
Panamski mistrz zwyciężył na punkty po
piętnastorundowej walce i zachował swój tytuł. Po stoczeniu czterech
kolejnych walk, z których trzy zakończył przed czasem, Arguello ponownie
stanął przed szansą zdobycia pasa Word Boxing Association. Panującym
championem był Meksykanin Ruben Olivares. Alexis znokautował go w 13.
rundzie i został mistrzem świata. Po odprawieniu z kwitkiem kolejnych
czterech pretendentów Arguello postanowił przenieść się wyżej do
kategorii super piórkowej.
28 stycznia 1978 w mieście Bayamon w
Portoryko zmierzył się z mistrzem WBC Alfredo Escalerą z Portoryko. Nim
posiadacz tytułu został znokautowany w 13. rundzie, był już mocno
porozbijany - miał między innymi złamany nos i rozcięte łuki brwiowe. W
ten sposób Arguello został mistrzem w drugiej kategorii wagowej. Po
dwóch udanych obronach pasa doszło do rewanżu z Escalerą w włoskiej
Rimini. Znów górą był wojownik z Nikaragui, który i tym razem zwyciężył
przed czasem w rundzie 13. Alexis bronił swojego pasa z Rafaelem Limonem
(TKO 11), Bobbym Chaconem (TKO 7), Rubenem Castillo (TKO 11) i Rolando
Navarrete (TKO 5).
Po serii zwycięstw przed czasem Arguello postanowił spróbować sił w
wyższej kategorii lekkiej. Jego pierwszą ofiarą był mocny Cornelius
Boza-Edwards, który 9 sierpnia 1980 roku na gali w Atlantic City poległ
przez TKO w rundzie szóstej. Rok później w Londynie Alexis został
mistrzem świata w trzeciej kategorii wagowej, gdy odebrał pas WBC
Szkotowi Jimowi Wattowi - dziś znanemu komentatorowi, który po
jednogłośnej porażce na punkty zakonczył karierę. Wojownik z Nikaragui
szedł przez zawodowe ringi jak burza, wygrywając przed czasem z czterema
pretendentami do jego pasa.
12 listopada 1982 w Miami Arguello
zapragnął zapisać się na kartach historii jako pierwszy pięściarz który
zostanie mistrzem świata w czwartej kategorii wagowej. Mistrzem WBA
junior półśredniej był wspaniały Aaron Pryor z Cincinnati. To był brutalny bój. Coś,czego nigdy, przenigdy nie zapomnę,
jak długo będę żył - mówił po walce promotor Bob Arum. W 14. rundzie
Arguello zainkasował serię 23 (!) ciosów, ale osunął się na deski
dopiero wtedy, gdy sędzia go poddał. Wiele osób twierdziło, iż Pryor
przyjął przed decydującą odsłoną jakieś tajemnicze środki wspomagające,
dlatego Nikaraguańczyk dostał kolejną szansę. Las Vegas było miejscem,
gdzie doszło do upragnionego rewanżu. Pięściarze zmierzyli się w kasynie
Caesars Palace 9 września 1983 roku. W 10. rundzie nastąpił koniec.
Upadający na deski Arguello został pozbawiony marzeń, by zostać mistrzem
w czwartej kategorii wagowej. Zgarnął na pocieszenie 3 mln dolarów, co
okazało się jego przekleństwem.
Alexis nie potrafił żyć jak milioner w
Miami. Odeszła od jego żona, po tym jak silnie uzależnił się od kokainy.
W latach 80-tych w jego kraju toczyła się wojna domowa. Kiedy rządzący
sandiniści skonfiskowali majątek, w środku nocy wyrzucając matkę i
siostrę, Arguello postanowił przyłączyć się do oddziałów zbrojnych Contras.
- Jeśli wierzę, muszę walczyć - stwierdził. W jednej z potyczek
ryzykował życie, wyciągając spod ostrzału ciało kolegi. Szybko wrócił do
swojego luksusowego domu w Miami. Znów kokaina była przeciwnikiem numer
jeden dla Alexisa. Arguello zajmował się wieloma rzeczami po walce z
Pryorem. Wstąpił między innymi w znanym serialu ''Miami Vice''. Wkrótce
okazało się ze za niezapłacone podatki po raz drugi - tym razem w
Stanach - stracił majątek: pięć domów, drogie samochody i luksusowy
jacht.
Boks to jedyna rzecz, jaką potrafię
robić - mówił przed powrotem na ring. Stoczył dwie wygrane walki i znów
się wycofał. Alexis wracał jeszcze na ring w 1994 i 1995 roku, ale drugi
z pojedynków przegrał i definitywnie zawiesił rękawice na kołku w wieku
42. lat z rekordem 77-8, 62 KO - jak podaje Wikipedia. Na
boxrec.com widnieje bilans 89-8, 70 KO. Po zakończeniu kariery Arguello zaangażował się w politykę z ramienia sandinistów, przeciwko którym
walczył. Został wiceburmistrzem, a następnie burmistrzem stolicy
Managui, gdzie się wychował. 1 lipca 2009 roku, kilka miesięcy po
elekcji, znaleziono jego ciało. Policja ustaliła, iż było to
samobójstwo. Syn do dnia dzisiejszego twierdzi, że jego ojciec na pewno
nie strzelił sam w swoje serce i było to zabójstwo. Alexis ''El Flaco
Explosivo'' Arguello zmarł w wieku 57 lat.
19 września 2015
Wilfred ''El Radar'' Benitez - najmłodszy mistrz świata
Bohaterem tej niesamowitej historii będzie
''Biblia Boksu'' nazywany także przez byłych rywali ''El Radar'' ze
względu na swoją chirurgiczną precyzję Wilfred Benitez. "El Radar" przyszedł na świat 12 września 1958 roku w
Nowym Jorku. Wychował się w portorykańskiej rodzinie emigrantów w
owianej złą sławą dzielnicy Bronx. W 1973 roku jako 15-letni młokos
zadebiutował na zawodowym ringu, wygrywając przez KO w 1. rundzie. Po
stoczeniu 23. zwycięskich pojedynków (w tym 20. zakończonych przed
czasem) otrzymał szansę walki o mistrzostwo świata. Stolica Portoryko
San Juan okazała się bardzo szczęśliwa dla Beniteza. 6 marca 1976 roku
zmierzył się z kolumbijskim mistrzem świata według federacji WBA
kategorii junior półśredniej Antonio Cervantesem.Walka zakończyła się niejednogłośnym
zwycięstwem na punkty i "El Radar" został nowym mistrzem świata już w
wieku 17 lat i 5 miesięcy, co do dnia dzisiejszego zostaje niepobitym
rekordem. Rok później federacja WBA pozbawiła najmłodszego w historii
mistrza świata tytułu, gdy ten dmówił rewanżu z Cervantesem. Rok 1979
rozpoczął się dla "Biblii Boksu" fantastycznie – 14 stycznia na ringu w
San Juan sięgnął po mistrzostwo świata w kolejnej kategorii (tym razem
półśredniej), zdobywając pas prestiżowej organizacji WBC po detronizacji
Meksykanina Carlosa Palamino. 30 listopada tego samego roku w Las Vegas
w hotelu Caesars Palace przyszło się Benitezowi zmierzyć ze wspaniałym
złotym medalistą olimpijskim z Montrealu Sugarem Ray Leonardem. "Słodki"
pokonał panującego mistrza w 15. rundzie, zadając mu pierwszą w
karierze porażkę i odbierając pas WBC, który był stawką walki.
Po latach Benitez wyznał Leonardowi, że
nie trenował przed walką, co podobno nie było niczym niezwykłym, bo
Wilfred nie lubił przemęczać się w sali treningowej i bazował przede
wszystkim na swym naturalnym talencie do boksu. 23 maja 1981 roku w Las
Vegas ponownie Caesars Palace "El Radar" zadebiutował w kategorii junior
średniej. Wygrał przez techniczny nokaut w 12. rundzie z Maurice'em
Hope'em i został mistrzem świata WBC. 30 stycznia 1982 roku, znów w
Caesars Palace, pokonał po 15. ekscytujących rundach byłego czempiona
kategorii lekkiej i półśredniej - twardego jak skała bohatera z Panamy
Roberto Durana (punktacja sędziów: 143-142, 145-141, 144-141). "On w
ringu potrafi dosłownie wszystko" - komentował Larry Marchant z HBO.
Koniec wielkiego wojownika nastąpił w walce z "Kobrą z Detroit" -
Thomasem Hearnsem. Król nokautu nie zostawił żadnych wątpliwości i
Benitez tylko cudem uniknął porażki przed czasem, przegrywając na punkty
i tracąc pas mistrza świata 3 grudnia 1982 w Nowym Orleanie.
"To wspaniały wojownik" - docenił
pokonanego Hearns. Po porażce z Hearnsem wciąż zaledwie 24-letni "El
Radar" nie wygrał już żadnej wielkiej walki. Oprócz kłopotów ze
zdrowiem, nieuczciwi promotorzy sprawili, że wielki mistrz rozmieniał
się na drobne. W 1990 roku wbrew zakazom lekarzy wrócił na ring po
czteroletniej przerwie, by przegrać dwie z czterech walk. Obecnie
Benitez mieszka w San Juan i utrzymuje się ze stypendium rządowego
wynoszącego około 14 tysięcy dolarów rocznie oraz śmiesznej renty, jaką
przyznała mu bogata i wpływowa federacja WBC - 250 dolarów miesięcznie.
Zdrowie wielkiego mistrza pogarsza się z dnia na dzień. Benitez nie
poznaje już ludzi, ma mentalność małego dziecka, musi przebywać pod
opieką 24 godziny na dobę - to skutki udaru z 2008 rou i encefalopatii
bokserskiej. Dlatego doceńmy wielkich mistrzów, którzy zapłacili tak
okrutną cenę za sukces i miłość kibiców, gdy dawno temu byli tytanami
ringu.
16 sierpnia 2015
Mistrzem jest ten kto wstaje kiedy nie może
''Mistrzem jest ten kto wstaje kiedy nie może'' powiedział Jack Dempsey i tymi słowami można określić postawę Krzysztofa Głowackiego nowego mistrza świata federacji WBO w 6 rundzie.
''Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą'' nic więcej dodawać nie trzeba. Brawo ''Główka'' !!! !!! !!!
13 sierpnia 2015
Polska noc w Prudential Center
14 sierpnia na gali z cyklu Premier Boxing Champions kibiców pięściarstwa czeka ''polska noc'' w doskonale znanej za sprawą walk Tomasza Adamka hali Prudential Center w Newark. Z perspektywy polskiego kibica, najważniejsze będzie stracie Krzysztofa Głowackiego z Marco Huckiem. Zanim ''Główka'' stanie przed szansą zdobycia pasa mistrza świata federacji WBO kategorii junior ciężkiej w ringu zaprezentuje się Artur Szpilka.
Z ''Szpilą'' zmierzy się Yasmany Consuegra. Pięściarz z Gorącej Wyspy, największe sukcesy odnosił w boksie olimpijskim. Zdobywał złote krążki na mistrzostwach Kuby do lat szesnastu w kategorii 75 kg i w kategorii 81 kg wśród juniorów. W Młodzieżowych Mistrzostwach Świata, zdobył brązowy medal. Wśród seniorów już w wadze 91 kg na mistrzostwach Kuby stanął na najniższym stopniu podium. Rywalizował z takimi pięściarzami jak, aktualny mistrz świata IBF w kategorii crusier Yoan Pablo Hernandez czy topowi ciężcy Mike Perez i Luis Ortiz. Rekord z ringów olimpijskich 249 wygranych przy zaledwie 29 porażkach robi ogromne wrażenie. Na ringach zawodowych, noszący przydomek ''Rekin'' pięściarz nie zrobił wielkiej kariery do tej pory i próżno szukać w jego rekordzie wielkich nazwisk. Dominic Breazeale ponad dwu- metrowy Amerykanin to jedyny rozpoznawalnych szerszej publiczności rywal Consuegry. ''Rekin'' tą walkę przegrał przed czasem i była, to do tej pory jedyna porażka wśród osiemnastu walk na zawodowych ringach. Został znokautowany po ciosie w tył głowy ale to już inna historia... Consuegra w ostatniej swojej walce z Breazeale wydawał się zbyt statyczny i wolny na nogach. Jednak Artur Szpilka nie będzie miał aż takiej przewagi zasięgu ramion jak Amerykanin więc, musi być skoncentrowany i uważny ponieważ, Kubańczyka ciosy swoje ważą (78% współczynnik walk zakończonych przed czasem). W porównaniu do poprzednich przeciwników jak ich nazywał Andrzej Kostyra ''puszek soku pomidorowego'' poziom sportowy wzrósł znacząco. ''Rekin'' na pewno nie padnie po pierwszej kombinacji i będzie groźny gdy ''Szpila'' zapomni się i zacznie opuszczać nisko ręce. Oczywiście Szpilka jak najbardziej powinien z tej konfrontacji wyjść zwycięsko i jest zdecydowanym faworytem walki. Ten pojedynek to kolejny krok naprzód na amerykańskich ringach z trenerem Ronnie Shieldsem w narożniku.
Krzysztofa Głowackiego czeka prawdziwa weryfikacja stracie z Marco Huckiem który, swój pas WBO kategorii crusier bronił już trzynastokrotnie. Bośniaka z Niemieckim paszportem nie trzeba nikomu przedstawiać. To do nie dawna koń pociągowy i największa gwiazda grupy Sauerland Event. Teraz ''Kapitan Hak'' spróbuje podbić runek amerykański. W jego życiu sportowca nastąpiły wielkie zmiany, przeprowadzka do Las Vegas współpraca z nowym szkoleniowcem którym został Don House. Huck który do tej pory wszystkie pojedynki toczył w Niemczech, na galach swojego promotora nie będzie mógł liczyć na sędziowanie pod gospodarza. Wielu kibiców upatrywało w tych zmianach szanse dla ''Główki'', Marco na każdym kroku powtarza że jest zdeterminowany, zaangażowany w treningi i chce pokazać się z jak najlepszej strony w debiucie przed amerykańską publicznością.Wala z Głowackim ma być wstępem do wielkiej kariery za wielka wodą. Oczywiście nie można ocenić dopóki pięściarze nie zmierza się w ringu, jak zmiana trenera wpłynie na mistrza który na tronie federacji WBO zasiada od 2009 roku. Krzysztof Głowacki do tej pory nie mierzył się z takimi osiłkami jak Niemiec. Nuri Seferi nieco już podstarzały to najcenniejszy skalp w rekordzie Główki. Przeskok pod względem sportowym wydaje się ogromny. Ciężko doszukać się wielu argumentów które przemawiałyby za Głowackim, na pewno jednym z nich jest trener Łapin który świetnie zna swojego zawodnika, kolejnym atutem Głowackiego wydaje się pozycja mańkuta. Odporność na ciosy w tej walce zostanie sprawdzona, aczkolwiek nie było do tej pory podstaw sądzić iż Krzysztof jest ''szklany''. Siła fizyczna i ciosu na pewno będzie po stronie Hucka który potrafił wstrząsnąć mistrzem olimpijskim Povetkinem. Rosjanin nie był najlepiej dysponowany, ale to nie zmienia faktu ze Huck na prawdę bardzo mocno bije jest puncherem. ''Kapitan Hak'' zawsze miał problemy z pięściarzami zaawansowanymi technicznie, na nogach mobilnymi i w tym można upatrywać szanse pięściarza z Wałcza. Najgorszym scenariuszem jest pozwolenie Niemcowi na walkę na jego warunkach pełną klinczy, zwarcia i bijatyki na środku ringu. Miejsce pojedynku przy hali pełnej Polonii i obiektywny sędzia powinno ostudzić zapędy Hucka przed notorycznym faulowaniem które jest wizytówką Niemca. Moja prognoza na przebieg walki:. Głowacki po paru rundach poczuje siłę Niemca, zacznie się cofać i próbować będzie na kontrę złapać. Mający za sobą tylko jedną dwunasto-rundową walkę Głowacki zacznie mieć problemy wydolnościowe, ponieważ nie posiada odpowiedniego doświadczenia jak rozłożyć siły. Marco Huck przyjmie inicjatywę w ringu i jeśli narzuci wysokie tempo zastopuje przed czasem Polaka. Huck boksuje zrywami, dzięki czemu oszczędza siły, dlatego ważne jest by ''Główka'' wybił z rymu mistrza. Jednak bardziej realne wydaje się punktowe zwycięstwo Niemca . Prognozy pogody i przebiegu walk dużo mają wspólnego, często się nie sprawdzają i jak najbardziej chciałbym żeby było tak w tym przypadku. Powrót ''Gówki'' do Polski z pasem WBO na biodrach byłby największą niespodzianką w historii polskiego boksu zawodowego.
Na ringu w Newark zobaczymy także Macieja Sulęckiego którego kariera jak z katapulty wystrzeliła po zastopowaniu przed czasem Grzegorza Proksy na gali PBN w Krakowie. Sulęcki cały czas adaptuje się do amerykańskiego stylu. W pierwszej walce w Stanach Zjednoczonych już w 2 rundzie znokautował prawym prostym Darryla Cunningham. W narożniku Polaka zadebiutuje Chico Rivas szkoleniowiec z Kuby który współpracuje z Patrykiem Szymańskim a także pomagał Kamilowi Łaszczykowi. Kolumbijczyk Jose Miguel Rodriguez Berrio który ostatnio nie ma dobrej passy (1 wygrana na ostatnich 8 walk) zmierzy się z ''Striczu''. Ranking strony BoxRec klasyfikuje Berrio dopiero na 769 miejscu kategorii średniej, więc Sulęcki takich rywali musi efektownie nokautować. I tylko takiego rozstrzygnięcia się spodziewam.
Ostatnim Polakiem który zagości miedzy linami ringu hali Prudential Center będzie występujący w kategorii piórkowej Kamil Łaszczyk. Kariera ''Szczurka'' przystopowała można było nawet zauważyć regres formy, który był spowodowany problemami zdrowotnymi pięściarza z Wrocławia. Teraz już jest wszytko w porządku i Łaszczyk przygotowywał się w ośrodku Global Boxing w North Bergen. Polak zmierzy się z mocno bijącym Kolumbijczykiem Jonathanem Perezem. W ostatnich trzech walkach w każdej z nich przed upływam ostatniego gongu przegrywał Kolumbijczyk. Dla Kamila jest to wielka szansa by z przytupem wrócić na amerykańskie ringi. Nadal szkoleniowcem Łaszczyka pozostanie Piotr Wilczewski, do ktorego wielu kibiców ma zastrzeżenia zarzucając brak odpowiedniego doświadczenia w warsztacie trenerskim. ''Szczurek'' tylko w USA gdzie są odpowiedni sparingpartnerzy ma szanse na rozwój swojej kariery. Jeśli wróci do Polski zanotuje regres, ponieważ zawsze sparuje z tymi samymi sparingpartnerami których zna na wylot, a o dobór rywali podnoszących poprzeczkę także będzie bardzo trudno. Miejmy nadzieje ze Łaszczyk pozostanie w Stanach Zjednoczonych, a jego kariera z zakrętu wróci na właściwą drogę. DO BOJU POLACY!!!
9 lipca 2015
Antoni Florian Załęski - Człowiek ze stali
W 1934 roku 21-letni Załęski postanowił podpisać kontrakt zawodowy i przyjąć przydomek Tony Zale.
W pierwszym roku kariery boksował bardzo często, bo aż 21 razy. Rok
późnej, po kolejnych porażkach - zwłaszcza przed czasem z Johnnym
Phaganem (KO 6), postanowił zawiesić rękawice na kołku i wrócić do pracy
w hucie stali. Ciężka praca fizyczna wzmocniła Antoniego. Po dwóch
latach postanowił dać sobie jeszcze jedną szanse i wrócił do boksu.
Załęski przeprowadził się do Chicago, gdzie rozpoczął treningi u Arta
Wincha. Na rezultaty współpracy nie było trzeba czekać długo - Antoni po
powrocie zaczął zwyciężać, choć sporadycznie nadal przytrafiały mu się
porażki. Dopiero rok 1939 okazał się przełomowy. Załęski zwyciężył w
siedmiu walkach z rzędu, a sześć z nich rozstrzygnął przed czasem.
Wreszcie został zauważony przez dziennikarzy. W roku 1940 rozbłysła
gwiazda Antoniego w walce Amerykaninem czeskiego pochodzenia - Alem
Hostakiem. Górujący warunkami fizycznymi Hostak (183 cm wzrostu przy 171
cm Załęskiego) został znokautowany w 13. rundzie i "Człowiek Ze Stali"
został mistrzem świata kategorii średniej. Stało się to 19 lipca 1940
roku w Seattle. Rok później Antoni udowodnił po raz kolejny swoją
wyższość, nokautując Hostaka już w 2. rundzie. 16 sierpnia tego samego
roku Załęski zmierzył z Billym Pryorem w Juneau Park w Milwaukee. Stawką
nie był pas mistrzowski, ale Antoni wygrał przez KO w 9. rundzie, a
walkę obejrzało ponad 135 tys. widzów, co do dnia dzisiejszego jest
rekordem widowni w świecie boksu. Lokalny browar był sponsorem gali i
wstęp był wolny. W 1942 roku Załęski zgłosił się na ochotnika do
marynarki wojennej, gdzie służył do końca II wojny światowej. "W wojsku
nie brałem udziału w walkach. Nie chciałem zrobić krzywdy dzieciakom" -
wspominał.
Po odbyciu służby wojskowej Załęski
wrócił do boksu w roku 1946. Sześć walk towarzyskich Antoni stoczył
tylko po to, by pozbyć się rdzy po przerwie, która trwała cztery lata.
Wszystkie pojedynki zakończył przed czasem. 27 września na Yankee
Stadium w Nowym Jorku zmierzył się z Rockym Graziano, legitymującym się
rekordem 43-6, 23 KO. Graziono, potomek włoskich emigrantów, był
pretendentem, ale ze względu na wiek Załęskiego (33 lata), bukmacherzy
wskazywali pretendenta w roli zdecydowanego faworyta. Walkę, której
stawką był tytuł mistrza świata kategorii średniej, obserwowało 39,827
widzów. Już w 1. rundzie 24-letni pretendent byl liczony po lewym
sierpowym. W rundzie drugiej losy się odwróciły i Załęski zapoznał się
deskami na sekundy przed gongiem. Walka się wyrównała i obfitowała w
potężne ciosy. Szósta runda przyniosła rozstrzygnięcie. Graziano po
kombinacji prawy sierpowy na korpus - lewy sierpowy na głowę został
znokautowany. Po raz pierwszy w karierze Rocky przegrał przed czasem.
Redaktor naczelny magazynu "The Ring" - Nat Fleischer uznał tę walkę za
najlepszą w roku 1946.
''Tony był jednym zawodnikiem, który
mnie znokautował. Rewanż nie był dla mnie tylko bokserskim pojedynkiem.
To była prywatna wojna. Jeśli nie byłoby tam sędziego, jeden z nas
zakończyłby tę walkę martwy'' - powiedział Graziano. Rewanż odbył się w
Chicago Stadium 16 lipca 1947 roku. Warunki atmosferyczne nie sprzyjały -
temperatura sięgała 40 stopni Celsjusza. Załęski rozpoczął w bardzo
dobrym stylu, zasypując Graziano gradem ciosów. W 3. rundzie pretendent
był na deskach, a po pięciu starciach był porozcinany i ledwo widział na
oko. Losy pojedynku odwróciły się jednak o 180 stopni w następnej
nudzie. Załęski zaczął chwiać się po ciosach ''Bad Boya'', jak nazywano
Rocky'ego. Champion padł twarzą na deski, a sędzia ringowy przerwał
walkę, wyliczając tylko do dwóch. Wyjaśniając swoją decyzję o poddaniu
Antoniego, tłumaczył się słowami ''Czy chcieliście, żebym dopuścił do
morderstwa?". Załęski stracił pas mistrza świata i otrzymał gażę w
wysokości 140 tys. dolarów, co było jego rekordową wypłatą. Po
półrocznej przerwie Zale - bo tylko tym nazwiskiem posługiwał się na
zawodowych ringach - wrócił miedzy liny. Po dwóch zwycięstwach zmierzył
się z Lou Woodsem (34-8) i zwyciężył przez KO już w rundzie trzeciej.
Dzięki tej wygranej Załęski został pretendentem do walki o mistrzostwo
świata z Rockym Graziano. Trylogia dopełniła się 10 czerwca 1948 roku na
Ruppert Stadium w Newark. Załęski chcąc odzyskać upragniony tyłuł,
szybko postanowił zakończyć walkę przed czasem. Już w rundzie trzeciej
było po wszystkim. Graziano został znokautowany po ciosach lewy na
wątrobę - prawy sierpowy na szczękę i nieprzytomny z wstrząśnieniem
mózgu został przewieziony do szpitala .Załęski odzyskał tytuł jako
pierwszy od czasów Stanleya Ketchela (Stanisław Kiecal), który także był
synem polskich emigrantów. ''Jest tylko jeden sposób, by pokonać
Zale'a. Trzeba go po prostu zabić'' - skomentował krótko Graziano.
Ostatnią swą walkę z Francuzem Marcelem Cerdamem, którego oklaskiwała
jego kochanka - słynna piosenkarka Edith Piaf, Tony Zale przegrał przez
techniczny nokaut. Został poddany przez narożnik po tym jak w rundzie
11. po lewym sierpowym upadł na kolana. Stracił tytuł mistrzowski i
postanowił zakończyć karierę w wieku 35 lat. ''Trzy walki z Graziano
kosztowały mnie sporo zdrowia'' - tłumaczył swoją decyzję o zawieszeniu
rękawic na kołku.
"Człowiek Ze Stali'' zakończył karierę z rekordem 67-18-2, 45 KO. Został
trenerem i uczył sztuki szermierki na pięści młodzież w Chicago. Dzięki
rodzicom, którzy kultywowali tradycje polskie i język ojczysty, Załęski
płynnie mówił w języku polskim mimo tego, że nigdy nie był w kraju nad
Wisłą. Otrzymał wiele propozycji przyjazdu, ale nie ufał rządom
komunistycznych w Polsce Ludowej i ograniczył swój wkład w naszą kulturę
do działań w polonijnej Organizacji Katolickiej w wietrznym mieście. W
1956 roku dostał angaż w filmie o Rockym Graziano ''Między linami
ringu'', gdzie miał zagrać samego siebie, lecz po znokautowaniu na
planie filmu aktora Paula Newmana który wcielił się w postać Graziano,
ostatecznie zrezygnowano z usług Antoniego. Tony Zale był dwukrotnie
żonaty. Pierwsze małżeństwo (z Adelaine, która urodziła mu dwie
córeczki) rozpadło się w 1951 roku. Z Philomeną - pierwszą kobietą,
która została zawodową baseballistką, przeżył w małżeństwie 28 lat. Po
śmierci żony, schorowany i poruszający się na wózku inwalidzkim (ze
zdiagnozowaną chorobą Parkinsona i Alzheimera) Zale zamieszkał w domu
pomocy społecznej, gdzie odszedł w samotności 20 marca 1997 roku. Wtedy
po raz ostatni zabrzmiał gong "Człowiekowi Ze Stali". Został pochowany w
miejscowości Hobart nieopodal Chicago.
Historyk boksu Bert Sugar oraz trener i komentator walk bokserskich
Teddy Atlas umieścili Załęskiego w pierwszej dziesiątce najlepszych
pięściarzy kategorii średniej w historii.
12 czerwca 2015
Teddy ''kogut'' z Warszawy - jedyny mistrz KL Auschwitz
Sytuacja materialna rodziny pogorszyła
się z dnia na dzień. Tadeusz w nowej szkole wstąpił do harcerstwa i
rozpoczął przygodę sportową. Początkowo uprawiał piłkę nożną w WKS
Warszawianka. Postanowił jednak przekwalifikować się na sport
indywidualny - postawił na boks w WKS Legia. W wieku 17 lat stoczył
swoją pierwszą walkę z mistrzem polski Antonim Czortkiem. Trenerem
Teddy'ego został trener Stamm, którzy dostrzegł duży potencjał u
Pietrzykowskiego. Największy rozgłos Tadeusz zyskał w 1936 roku, kiedy
Legia zdobyła mistrzostwo klasy B i zakwalifikowała się do klasy A
okręgu warszawskiego. W 1937 Pietrzykowski zakwalifikował się do
finałów Mistrzostw Polski. Tadeusz zdobył upragniony tytuł mistrza
Warszawy w kategorii koguciej po zwycięstwie w finale z Jamborem. Rok
późnej w indywidualnych mistrzostwach Polski w Poznaniu Tadeusz w
pojedynku z Jarząbkiem doznał kontuzji złamania reki w śródręczu i
został pokonany. 14 listopada Legia w decydującym meczu pokonała Okęcie
10:6 i została mistrzem Warszawy. "Przegląd Sportowy" uznał Tadeusza
najlepszym pięściarzem kategorii koguciej, pisząc o nim "Żelazna
Pieść". Rok 1938 był dla Tadeusza tragiczny. Został wyrzucony ze
szkoły, nie przystąpił do matury, jego sekcja została rozwiązana.
1 września 1939 roku III Rzesza
zaatakowała Polskę - wybuchła II wojna światowa. 8 września Tadeusz
zgłosił się jako ochotnik do 1. baterii Obrony Warszawy. Bronił się aż
do kapitulacji stolicy w dzielnicy Ochota, w której się wychował. Po
kapitulacji w 1940 roku Teddy postanowił przedostać się do Francji. 25
lutego wyruszył z Nowego Targu. Wieczorem burza zmusiła do zatrzymania i
konieczności przenocowania w napotkanym obozie cygańskim. Rano został
zatrzymany przez węgierską żandarmerię. W połowię maja Tadeusz został
przewieziony do więzienia w Tarnowie i przebywał tam do 14 czerwca.Tego
samego dnia 23-letni Tadeusz trafił do obozu zagłady KL Auschwitz.
Oznaczano go numerem 77. Obozowy koszmar się rozpoczął. Pierwszą pracą
Pietrzykowskiego było zasypywanie dziur na terenie obozu. Następnie od 4
rano do 18 kosił i zbierał żyto. Po żniwach Tadeusz trafił do stolarni.
Gdy Teddy został przyłapany na kradzieży ziemniaków, został wyrzucony
ze stolarni.
W marcu 1941 roku Tadeusz przystąpił do
pierwszej walki na terenie obozu zagłady KL Auschwitz. Kapo Walter
Dunning, przedwojny mistrz Niemiec w wadze średniej, został
przeciwnikiem Pietrzykowskiego. Walka była bardzo wyrównana, Tadeusz
unikał groźnych sierpowych i po paru rundach kapo Dumming powiedział, że
na dziś starczy. Był pod wrażeniem umiejętności małego wychudzonego
Polaka. W latach 1941-1942 walki bokserskie były bardzo popularne,
odbywały się w łaźni nr 2. Jeden z esesmanów wygrał 1000 marek po tym
jak postawił na Pietrzykowskiego. Karl Egersdorfer był tak zadowolony,
że kazał nakarmić Polaka, wydać mu pięć kotłów zupy. Tego dnia Tadeusz i
jego obozowi koledzy zaspokoili po raz pierwszy głód. Latem 1942 roku
lekarz obozowy dr Entreas pod pozorem witamin wstrzyknął Teddy'emu wirus
tyfusa plamistego. Mocny organizm wytrzymał i po 14 dniach gorączka
spadła. Tadeusz wrócił do obozowych walk. Teddy walczył z holenderskim
Żydem Leu Sandersem którego żonę z dziećmi zagazowano w Brzezince.
Pojedynek zakończył się remisem, Teddy wspominał o nim: ''ponieważ walka
nie została rozstrzygnięta, mój przeciwnik zyskał uznanie w oczach kapo
i został zatrudniony przy noszeniu kotłów z kuchni, co umożliwiło mu
potajemne dożywianie się''. Wśród przeciwników Pietrzykowskiego znaleźli
się: Wilhelm Maier - wicemistrz Europy z 1927 roku w wadze średniej i
podwójny mistrz Niemiec z 1922 i 1923 - Harry Steinem. Z obydwu walk
Tadeusz wyszedł zwycięsko i został mistrzem wszechwag KL Auschwitz. Boks
na początku był jedynym celem Tadeusza Pietrzykowskiego - gwarantował
mu przetrwanie. Tadeusz odczuwał potrzebę zorganizowania podziemnego
ruchu oporu. Po poznaniu rotmistrza Witolda Pileckiego, Teddy został
przydzielony do akcji zabicia komendanta obozu KL Auschwitz -
zbrodniarza wojennego, odpowiedzialnego za holokaust okrutnego Rudolfa
Hossa. Niestety zamach nie udał się. Natomiast udało się pozbyć psa
komendanta, który wabił się Rolf i na okrzyk "Jude" zagryzał więźniów.
Teddy zabił psa częścią złamanej kosy, następnie poćwiartował mięso i
ukrył w baniakach z masłem, a potem zjadł z towarzyszami niedoli.
Komendant mimo poszukiwań na szeroką skalę nigdy nie dowiedział się, co
się stało z jego ukochanym pupilem. Tadeusz poznał w obozie ojca
Maksymiliana Kolbe, który oddał życie za innego więźnia. Ksiądz
Maksymilian wywarł na Teddym ogromne wrażenie, gdy stwierdził, że
więzień, który ukradł mu chleb najwidoczniej bardziej go potrzebował.
Tadeusz nie mógł zrozumieć zachowania księdza Kolbe, który po pamiętnym
apelu dobrowolnie zgłosił się na śmierć za innego więźnia. Dopiero po
latach zrozumiał, że dane było mu spotkać człowieka niezwykłego. W 1967
roku wspominał: ''Rady i wskazówki, jakie wówczas otrzymałem od księdza
Kolbe były dla mnie - niespokojnego uosobieniem - skutecznym lekiem i są
nim do dnia dzisiejszego''. Ostatnie 2 lata okupacji Pietrzykowski
spędził w obozie KL Neuengamme na terenie III Rzeszy. 17955 - taki numer
obozowy przydzielono Teddy'emu. Po walce sparingowej z Jerzym
Muchowiczem Tadeusz zmierzył się z kapo Jimmim Kachta, zwanym Kuchtą i
rzeźnikiem. Pietrzykowski sięgał esesmanowi do ramion. Po latach tak
relacjonował walkę Teddy: ''walkę rozpocząłem w bardzo niskiej postawie.
Śmiał się ze mnie, że uciekam. W pewnym momencie zrobiłem zwrot,
którego nauczył mnie Stamm i jednocześnie strzeliłem przeciwka prawą
ręką. Trafiłem w sam podbródek. Pod Kuchtą ugięły się nogi i padł na
podłogę tak nieszczęśliwie, że głową uderzył o deski. Mat nie było.
Widząc to odszedłem do narożnika. Walkę kontynuowano. Po raz drugi
wyszedł mi ten sam zwrot i podobne uderzenie w podbródek. Kuchta
ponownie runął na deski i cucono go przez 15 minut". Najsłynniejszy
pojedynek Pietrzykowski stoczył w sierpniu 1943 roku. Jego przeciwnikiem
był Niemiec Schally Hottenbach - pretendent w boksie zawodowym wagi
półśredniej. Hottenbacha nazywano "Hammer-schag", co oznaczało uderzenie
młota. W 2. rundzie po serii na korpus Tadeusz zahacza sierpem szczękę
rywala. Niemiec wali się na deski - okrutne KO! 15 kwietnia 1945 roku
Pietrzykowski doczekał się wolności wyswobodzony przez żołnierzy
brytyjskich.
Po wojnie w 1946 roku stanął ponownie na ringu i zdobył tytuł mistrza
dywizji gen. Maczka w kategorii lekkiej. W sumie stoczył 17 walk, z
których 15 wygrał i 2 zremisował. W 1950 roku skończył studia na AWF w
Warszawie i oddał się pracy jako trener i nauczyciel wychowania
fizycznego. W życiu osobistym nie układało się najlepiej - po 9 latach
nieudanego małżeństwa postanowił się rozstać z żoną Zofią. Po
przyjeździe do Nowego Targu poznał swoją drugą wybrankę serca -
późniejsza żonę Iwonę. Rok po ślubie urodził się syn, który zgodnie z
tradycją rodzinną otrzymał imię Tadeusz. Po przyjściu syna na świat,
konflikty rodzinne zaczęły się nasilać do tego stopnia, że zadecydował z
żoną o rozwodzie. Dopiero w trzecim małżeństwie (z Marią) po
przeprowadzce do Bielska-Białej zaczęło się układać pomyślnie jego życie
osobiste. Tadeusz ''Teddy'' Pietrzykowski - jedyny mistrz wszechwag KL
Auschwitz, zmarł nagle dnia 17 kwietnia 1991 roku w Bielsku-Białej. Był
niezbyt wysokim, ale Wielkim Człowiekiem, który zawsze pomagał innym i
kierował się wartościami wyniesionymi z rodzinnego domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




