W piątek w doskonale znanej polskim kibicom hali UIC Pavilon w Chicago powróci na ring Artur Szpilka. Dzień późnej w legendarnej Madison Square Garden w Nowym Jorku, po siedmiu latach wróci na ring amerykański Władimir Kliczko. Co oprócz faktu powrotu na ring łączy ''Szpile'' z ''Stalowym Młotem''? Obydwie walki są z tych w których pytanie zasadnicze brzmi, w której rundzie koniec?
Rywalem Artura Szpilki będzie journeyman Ty Cobb. Celem Amerykanina będzie przetrwać kilka rund i nie dać się ciężko znokautować. Dla Szpili będzie to pierwsza walka z nowym trenerem w narożniku, cenionym Ronnie Shieldsem. Pobyt Artura w Stanach Zjednoczonych jest zbyt krótki by klasa rywala była wyższa, nie należny się także spodziewać olbrzymich zmian w stylu boksowania. Będzie to walka, która nie pozostanie zbyt długo w pamięci kibiców. Typowa walka na ''przetarcie'', którą każdy pięściarz toczy w swej karierze. Operacja barku Szpilki po zwycięstwie z Tomaszem Adamkiem na Polsat Boxing Night w Krakowie, jest kolejnym argumentem dlaczego z nikim mocniejszym w Chicago Artur nie zmierzy się.
Władimir Kliczko mistrz świata (WBA,WBO,IBF) w swoim stylu reklamuje niepokonanego Bryanta Jenningsa: ''Jest młody, ambitny i niepokonany, spodziewam się więc dużego wyzwania''. Sądzę, że ''By-By'' będzie tylko kolejna ''ofiarą'' Ukraińca. Ciężko jest doszukać się argumentów, które przemawiają na korzyść Amerykanina. Tylko zasięg ramion jest na korzyść pięściarza z Filadelfii. Aczkolwiek nie wykorzystuje tego atuty tak jak powinien. Szczelna garda jest do rozbicia co udowodnił Bowie Tupou. Siła fizyczna i świetna wydolność tym razem nie będzie atutem ponieważ, Kliczko w tych elementach jest niesamowicie mocny. Jennings nie dysponuje potężnym pojedynczym ciosem, jego praca nóg jest na poziomie co najwyżej solidnym, podobnie zresztą timing. Kliczko chce zaprezentować się efektownie w ringu przed amerykańską publicznością, wiec tym razem nie będzie ''holował'' rywala by znokautować go pod koniec walki. Amerykańscy eksperci i kibice krytykują króla wagi ciężkiej, za to ze jest nie efektowny, a jego styl boksowania pełen klinczów i fauli jest anty-boksem. W Madison Square Garden będzie doskonała okazja by zamknąć efektowna walką i nokautem usta krytykom. I tego się spodziewam w powrotnej walce na amerykańskiej ziemi...
Jack Johnson przyszedł na świat 31 marca 1878 w Galveston w stanie
Teksas. Ojciec przyszłego mistrza, był dozorcą szkolnym a matka praczką.
Segregacja rasowa w Stanach Zjednoczonych w tamtym okresie, była
nieludzka, zwłaszcza dla potomków czarnoskórych niewolników. Jednak w
dzieciństwie ''Arturek'' (drugie imię Johnsona), nie odczuwał tego
zbytnio. Jako nastolatek pracował w hotelach, zamiatał u fryzjera,
ładował bawełnę na nabrzeżu a następnie toczył pojedynki w walkach
pokazowych, które były nielegalne. Po jednej z takich walk Johnson i
jego rywal z ringu, Żyd Polskiego pochodzenia - Joe Choynsky zostali
skazani na 23 dni aresztu. Panowie poznali się bliżej, zaprzyjaźnili, co
późnej zaowocowało współpracą. Choynsky zachwycony talentem Arturka
został jego trenerem. Obdarzony świetnymi warunkami fizycznymi (188 cm
wzrostu ) Olbrzym z Galveston, marzył o tytule mistrza świata wagi
ciężkiej, należącym do Jima Jeffriesa. ''Johnson jest dobrym
zawodnikiem'' - przyznał Okrutny Kotlarz, ale nie zamierzał walczyć z
"czarnym''. 16 maja 1902 r. Johnson zmierzył się z młodszym bratem Jima
Jeffriesa. Imiennik Johnsona został znokautowany już w 5 rundzie.
5 lutego 1903 r. "Olbrzym z Galveston", zmierzył się z Edem Martinem o
tytuł ''Kolorowego'' mistrza świata wagi ciężkiej. Zwyciężył przez
nokaut w 2 rundzie i został posiadaczem tytułu, którego nazwa była
odzwierciedleniem tamtych czasów. Po paru udanych obronach dostał
szansę zmierzenia się o pełnoprawny tytuł króla wagi ciężkiej. Mistrzem
był Kanadyjczyk Tommy Burns. Pisarz Jack London napisał: ''Jestem po
stronie Burnsa, bo jest biały jak ja''.
Olbrzym z Galveston miał już na rozkładnie tak uznane nazwiska jak:
-Bob
Fitzsimmons, pierwszy mistrz świata w trzech kategoriach wagowych (
średnia,półciężka i ciężka ), czy - Sam Langford uważany za
najwspanialszego pięściarza który nie został mistrzem świata. ''Nigdy po
raz drugi nie wejdę do ringu z tym diabłem'' stwierdził po walce
Johnson. Langford mimo kiepskich warunków fizycznych ( tylko 171 cm
wzrostu ), posiadał nokautujący cios, był niezwykle dynamiczny i
zaawansowany technicznie. Pięściarz ten sprawił "Arturkowi" sporo
problemów walka trwała pełen dystans - 15 rund.
Upragniona
potyczka o pełnoprawny tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, odbyła się w
Boże Narodzenie 1908 r. w Sydney. Burns skuszony wielką, jak na tamte
czasy sumą - 30 tys dolarów, ustępował Jackowi w każdym elemencie
pięściarskiego abecadła. Już po kilku sekundach walki znalazł się na
deskach. Johnson powoli niszczył, rozbijał Kanadyjczyka, ''bawiąc'' się
nim w ringu. ''To już nie była walka, lecz rzeź'' - uznał Jack London. W
14 rundzie do ringu wkroczyła policja ( pojedynek był zakontraktowany
na 20 rund. ), starcie przerwano a tuż przed końcem, wyłączono kamery -
świat nie mógł zobaczyć jak triumfuje czarnoskóry potomek niewolników!
W Stanach Zjednoczonych rozpoczęto akcję ''wielka nadzieja białych'',
szukano pięściarza, który zdetronizuje znienawidzonego mistrza. Wybór
padł na "Zabójcę z Michigan", syna polskich emigrantów - Stanisława
Kiecala, znanego w Ameryce jako Stanley Ketchel. Stanley był mistrzem
świata wagi średniej z niesamowitym bilansem 48-3. Dysproporcja w
warunkach fizycznych była ogromna. 173 cm wzrostu i ok.70-72 kg wagi
Ketchela, przy 188 cm wzrostu i około 93 kg Johnsona. Mistrz Jack
otrzymał potężna gażę w wysokości 25 tysięcy dolarów, musiał tylko obiecał
że nie będzie dążył do nokautu na "białym"...
16 października
1909 w miejscowości Colma zgromadziło się 10 tys. widzów. Walka została
zakontraktowana jako ''no decision'', wiec nie była oficjalną walką o
tytuł. Nastąpiła konfrontacja dwóch odmiennych stylów. Ketchel
nieustanie atakował, parł do przodu, zasypując rywala gradem ciosów,
wykorzystując
mocne uderzenie. Johnson był mistrzem defensywy, znanym z takich
zagrywek jak: przytrzymywanie rękawicy na głowie, uderzanie w szyję,
ciosy głową a nawet wkładanie kciuka w oko przeciwnika. W 12 rundzie
zaciekłej walki, syn polskich emigrantów, trafił potężnym prawym sierpem
powalając championa na deski. Johnson z trudem wstał i w tym samym
momencie, wyprowadził straszliwy podbródkowy, który omal nie urwał głowy
Kiecalowi! Zabójca z Michigan padł na ring jak rażony piorunem! Okrutny nokaut Stanley Ketchel długo leżał nieprzytomny w ringu. W
rozprutej rękawicy Johnsona znaleziono zęby Ketchela! "Arturek"
przyznał że nigdy nie otrzymał tak silnego ciosu, jak ten od Ketchela,
ani też nigdy nikomu tak mocnego, jak ten kończący walkę nie zadał...
"Myślałem, że go zabiłem" - powiedział Jack.
4 lipca 1910 roku w
Reno, Johnson przystąpił do długo wyczekiwanej walki z Jimem
Jeffriesem. Tym razem to ''Okrutny Kotlarz'' został uznany ''wielką nadzieją
białych''. Dawny mistrz przed pojedynkiem musiał rzucić 40 kg nadwagi. 100 tys dolarów gaży skutecznie zachęciło ''Okrutnego Kotlarza'' do powrotu między liny, 6 lat po tym jak zawiesił rękawice na kołku. Walka po raz pierwszy w historii była reklamowana hasłem ''walka stulecia''. Jeffries był ''zardzewiały'', Johnson bezkarnie obijał korpus dawnego mistrza. W rundzie 15-stej po serii trzech mocnych lewych sierpowych Jeffries po raz pierwszy w swojej karierze padł na deski. Dawny champion wstał, lecz natychmiast ''Arturek'' ''poprawia'' kolejnymi ciosami i tym razem Jeffries wyleciał za liny. Został wepchniemy na ring przez sekundantów i kibica. Po kilku sekundach znów zalicza deski i sędzia postanowił zakończyć egzekucje na kolejnej ''wielkiej nadziej białych'' "Los Angeles Times" wystosował krótką odezwę zatytułowaną - "Słowo do czarnego":
"Nie
zadzieraj nosa, nie śmiej się zbyt głośno, nie kieruj ambicji w złym
kierunku. Niczego nie zrobiłeś i fakt, że twój kolor skóry jest taki sam
jak zwycięzcy z Reno, nie oznacza, że będziesz lepiej traktowany.
Jesteś takim samym członkiem społeczeństwa, jak w zeszłym tygodniu "
Za
zwycięstwo w walce nazywaną po raz pierwszy w historii ''walką
stulecia'' Johnson dostał 65 tys. dolarów. Szybko jednak znaleziono
sposób, jak mistrza tytułu pozbawić... Przepisy "Mann Act", przewidywały
kary za przewożenie kobiet przez granice stanów w celach seksualnych.
"Jack Johnson ma na kobiety jakiś hipnotyczny wpływ, ale ja wolałabym widzieć moją córkę w szpitalu psychiatrycznym
niż u jego boku" - twierdziła pani Cameron, matka żony Johnsona, byłej
prostytutki - Lucille. Johnson został aresztowany w listopadzie 1912 r. i
skazany na rok i dzień więzienia, jednak wyszedł za kaucją do czasu
rozpatrzenia apelacji i skorzystał z okazji, by uciec do Europy.
Lubiący wystawne życie, drogie, szyte na miarę garnitury, kapelusze,
zatrzymany za szybką jazdę, zamiast 50 dolarów mandatu wręczył
policjantowi setkę, mówiąc: "Niedługo będę tędy wracał". Podczas kłótni w
barze pijany pobił mężczyznę, a wezwanie do sądu wyrzucił do kosza.
Hotele w Paryżu odmawiały mu wstępu, w Londynie odwołano przedstawienie,
w którym miał brać udział. Do Szwecji zabroniono mu wjazdu. Kiedy
zaczęły kończyć się pieniądze, zrozumiał że popełnił błąd.
"Źle się stało, że wyjechałem z kraju, ale największą moją zbrodnią było pokonanie Jeffriesa " - napisał późnej w autobiografii.
5 kwietnia 1915 roku w Hawanie, przy lejącym się z nieba żarze ( 40
stopni Celsiusza ), Johnson stanął w ringu z kolejna '' wielką nadzieją
białych''. Był nim olbrzymi, mierzący 199 cm wzrostu i ważący 115 kg -
Jess Willard. Dwa lata wcześniej jeden z rywali Willarda ( John Young ),
zmarł po walce na skutek odniesionych, ciężkich obrażeń. Pottawatomie
Giant ( taki przydomek ringowy posiadał Willard ) dopiero w wieku 29 lat
został pięściarzem, wczesnej był farmerem, pracował także w cyrku,
gdzie między innymi robił pokazy ujeżdżania koni i rzutu lassem.
Walka Willard vs Johnson została zakontraktowana na 45 rund, wokół
ringu obserwowało ją 30 tysięcy widzów. Jack został znokautowany w 26
rundzie. Był to najdłuższy w historii pojedynek o mistrzostwo świata
wagi ciężkiej. Wielu dziennikarzy i historyków boksu, między innymi
wspaniały, już nie żyjący - Bert Sugar twierdzi, że "Arturek" się
podłożył a znakiem miało być, opuszczenie przez jego żonę widowni.
Prawdy niestety nie da się ustalić. Willard został bohaterem Ameryki,
odbył triumfalną podróż jako nowy mistrz świata wagi ciężkiej.
Dopiero
po siedmiu latach "Olbrzym z Galveston", uzyskał paszport do Stanów
Zjednoczonych, gdzie w 1920 roku zaczął odbywać karę pozbawienia
wolności. Mając 43 lata, odzyskał wolność i nadal toczył walki pokazowe,
ale o mistrzostwo świata już nigdy nie dano mu się zmierzyć.
''Niezliczone
kobiety inspirowały mnie i podcinały mi skrzydła, dawały radość i
smutek, były świadkami moich triumfów, cierpiały ze mną, kochały mnie i
nienawidziły. Czasem wiele z nich zajmowało moją uwagę jednocześnie'' - wspominał.
Po wyjściu z więzienia ożenił się po raz trzeci. Ostatnią walkę
pokazową stoczył w 1945 roku w Nowym Jorku w wieku 67 lat. Zginął
tragicznie 10 czerwca 1946 roku. Jadąc z nadmierną prędkością uderzył w
słup telegraficzny. Do końca życia Jack Johnson musiał walczyć z
rasizmem, jego wściekłość w ostatnich chwilach życia wywołał fakt, że
nie został obsłużony w jednej z restauracji.
FBI prowadziło
śledztwo w sprawie wypadku w którym zginął, ponieważ były podejrzenia,
że zostały przecięte linki hamulcowe w samochodzie mistrza. Jednak
nikomu nie postawiono zarzutów. "Olbrzym z Galveston " był wspaniałym
championem, który o dekadę wyprzedził swoje czasy, zwłaszcza w
defensywie. Nawet nieliczne taśmy z jego treningów czy walk nadal robią
wrażenie. Jack Johnson zakończył karierę z bilansem 55 zwycięstw, w tym
35 przed czasem, 11 porażkami i 8 remisami ( dane zależne od źródła ). W
1990 został wpisany do bokserskiej galerii sław - International Boxing
Hall of Fame. Bert Sugar umieścił tego pieszczotliwie zwanego
"Arturkiem" pięściarza na 10 pozycji wszech czasów . "Olbrzym z
Galveston " jako pierwszy przetarł bokserskie szlaki ''czarnym'',
bez których przecież nikt nie wyobraża sobie dzisiejszego świata boksu.
Uważam, że już z tego powodu Jackowi Johnsonowi należy się wielki
szacunek.
4 minuty i 41 sekund ukazujące geniusz ''The Greatest''. Timing, kontry, odchylenia, taniec w ringu ośmieszanie rywali za to kochamy Aliego.Wszystkie te cechy połączone z niesamowitą techniką, szybkością i dynamiką sprawiają że można takie materiały oglądać bez końca.
Co dalej z karierą Mariusza Wacha? To pytanie zadaje sobie wielu kibiców. Polski Viking, nazywany wcześniej Polskim Olbrzymem wrócił na ring w Dzierżoniowie gdzie na dystansie ośmiu rund wypunktował Samira Kurtagicia. Zwycięstwo Wacha nie podlega dyskusji, aczkolwiek było widać blisko dwuletnią nieaktywność. Brakowało dynamiki, precyzji a także agresji w ringu. Serb był ''podłączony do prądu'' ale brakło czasu by skończyć walkę przed czasem. Następną walkę Mariusz stoczył w Radomiu jego przeciwnikiem był dobrze znany Polskim kibicom Travis Walker. Amerykanin we wrześniu 2012 r stoczył zaciekły pojedynek z Tomaszem Adamkiem przegrywając przed czasem. Przerwanie walki było zbyt wczesne ponieważ Walker odpowiadał na ciosy Górala z Gilowic zamknięty w narożniku. Buńczuczne zapowiedzi pięściarza o pseudonimie ringowym ''Pociąg towarowy'' sprawiły że prawie nikt przypuszczał ze Walker przyjedzie po wypłatę. Amerykanin praktycznie skupił się tylko na tym, by przetrwał pełen dystans. Znów u Mariusza brakowało agresji. Walker opierający się o liny i prowokujący Wacha sam się prosił by Mariusz szybko walkę zakonczył przed czasem. Polski Viking zdawał pojedyncze ciosy, czekał by wymęczyć Walkera a następnie zadać decydujący cios. Koniec nastąpił w rundzie szóstej. Jednostronne bicie zastopował sędzia Dariusz Zwoliński. Po radomskiej gali media obiegła informacja o ''aferze'' w obozie Wacha. Konflikt rozpoczął trener James Al Bashir krytykując w mocnych słowach trenera Piotra Wilczewskiego. Trener Global Boxing Dzierżoniów odpowiedział. Słowa ''Wilka'' byłego mistrza Europy kategorii super średniej były wyważone. Rozpoczęła się dyskusja kto powinien zostać pierwszym trenerem Mariusza Wacha. Głos zabrał Ryszard Wach ojciec pięściarza z Wolnicy: ''Moim zdaniem Mariusz powinien pójść w kierunku Stanów Zjednoczonych. Do tego nazwisko i doświadczenie przemawia za Bashirem. Przede wszystkim wieloletnia styczność, w roli drugiego trenera Kliczki to wystarczająca rekomendacja'' na koniec dodał: ''Mariusz w pewnych sprawach nie słucha tego, co powinien''. Mariusz nie posłuchał rad ojca i postanowił zostać przy Wilczewskim w roli pierwszego trenera po czym spadła lawina krytyki na boksera. Skoro sam pięściarz twierdzi że chce pracować z trenerem Wilczewskim, ta decyzja powinna zostać uszanowana. Widocznie Mariusz ma swoje powody. Oczywiście nie podlega dyskusji olbrzymie doświadczenie trenera Bashira, aczkolwiek daje do myślenia dlaczego Władimir Kliczko po śmierci Emanuela Stewarda postanowił pierwszego trenera role powierzyć niedoświadczonemu wciąż czynnemu pięściarzowi jakim jest Johnathon Banks. Temat nie powinien ujrzeć światła dziennego a, tym bardziej ''brudy'' nie powinny być prane w mediach. Nieprofesjonalnie zachował się Bashir trener z 44-letnim doświadczeniem. Może po prostu chciał wyjść z cienia i zwrócić uwagę mediów? Tego się nie dowiemy... Mimo wszystko jestem daleki od opinii ze Bashir to trener od ''podawania wiaderka''. Na całe szczęście sytuacja została wyjaśniona dla dobra samego zawodnika.
Mariusz Grabowski szef Tymex Boxing Promotion współpracujący z Global Boxing promotora Mariusza Kołodzieja niejednokrotnie twierdził ze bardzo ciężko jest ściągnąć klasowego rywala dla Mariusza Wacha ponieważ gdy padnie nazwisko Polskiego Vikinga potencjalni przeciwnicy podwajają oczekiwania za swoją gaże. Współpraca mimo przeciwności panów świetnie się układa ponieważ kibice mogą oglądać Wacha na Polskiej ziemi a szef Tymex Boxing Promotion organizuje coraz lepsze gale i rośnie w siłę. Symbioza trwa w najlepsze. A co z dalszą kariera Wacha? Sytuacja w wadze ciężkiej możne się zmieniać jak w kalejdoskopie. Zwłaszcza sytuacja w federacji WBC. Już w maju poznany pretendenta z pary Povetkin : Perez do pasa którzy dzieży Deontay Wilder. Obdarzony świetnymi warunkami Amerykanin nie będzie faworytem w starciu z Saszą który powinien poradzić sobie z Kubańczykiem Perezem. Wach ma wszystko by mierzyć się z ścisłą czołówką i nie być na straconej pozycji. Świetne warunki fizyczne, cios, szczękę z betonu, siłę, doświadczenie. Wystarczy tylko popracować nad dynamiką i aktywnością w ringu. W tą sobotę na gali w Lubinie w walce wieczoru rywalem popularnego Waszki będzie Gbenga Oloukun. Twardy ale ustępujący znacznie warunkami fizycznymi Nigeryjczyk mieszkający w Niemczech powinien być tylko kolejnym schodkiem w drabince której celem będzie ponownie walka o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. W przeciwieństwie do Walkera nie spodziewam się by Nigeryjczyk przyjechał żeby tylko przetrwać pełen dystans. Życzę Mariuszowi tak spektakularnego nokautu jak z Kevinem McBride:
Niesamowite tribute podsumowujące dwudziestu najwspanialszych ciężkich w historii. Osobiście wolałbym żeby pięsciarze aktywni nie byli klasyfikowani w takich rankingach. Kwestią sporną jest także miejsce poszczególnych mistrzów. Ja zagorzały entuzjasta Mike Tysona dużo wyżej umieściłbym Żelaznego Mike. Świetna produkcja Reznick Productions. Trzeba koniecznie obejrzeć.
Witaj Michał. Dzięki za przyjecie zaproszenia udzielenia wywiadu. Na początek chciałbym Cię zapytać skąd wzięła się u Ciebie miłość do boksu? Jak trafiłeś na sale?
Kiedy miałam 11 lat, mój tata zaprowadził mnie na salę treningową do swojego kolegi a teraz mojego ówczesnego trenera Adama Jabłońskiego. Ważyłem wtedy ponad 30 kg. Spodobało mi się ponieważ od małego lubiłem ruch, więc teraz wyżywałem się na sali treningowej.
Twoim pięściarskim idolem jest Mike Tyson. Czym Ci zaimponował i dlaczego akurat Iron Mike?
Mówiąc w skrócie, zaimponował mi wszystkim, przede wszystkim swoją siłą i charakterem. Jest dla mnie autorytetem jeżeli chodzi o boks. Nie da się go nie podziwiać za to co osiągnął na ringach zawodowych i to w tak młodym wieku.
Bardzo trudno jest ocieniać samego siebie, ta rola należny do ekspertów i kibiców. Spróbuj odpowiedzieć na niewątpliwie ciężkie pytanie co jest Twoim największym atutem w ringu?
To fakt, trudno oceniać siebie. Dużo razy słyszę, że mam potencjał i siłę oraz mocny prawy, sam też tak uważam. Oczywiście nad wszystkim cały czas pracuję wraz z moimi trenerami.
Michał w ostatnim okresie bardzo popularne stały się walki polsko-polskie. Nie zawsze są na najwyższym poziomie sportowym, ale wzbudzają olbrzymie zainteresowanie kibiców, mediów i nie brakuje w nich ładunku emocjonalnego. Jak Ty się zapatrujesz na takie pojedynki?
To prawda, ja jednak uważam, że nie powinniśmy się "wykluczać" nawzajem. Gala z listopada w Krakowie okazała się być na to najlepszym przykładem, widzieliśmy wygranych i niestety wielkich przegranych. Jest tylu pięściarzy na świecie, że powinniśmy walczyć z nimi w Polsce bądź za granicą, ale kibice nie zawsze znają tych z zagranicy, a przecież ważne jest żeby walka "się sprzedała".
Sporo w mediach pisało się na temat Twojej konfrontacji z Jeżewskim, Kołodziejem a ostatnio z Jankiem. Które z tych nazwisk wydaje się najbardziej gorące i z kim najchętniej skrzyżowałbyś rękawice?
Chętnie podjął bym się walki z Pawłem Kołodziejem, lecz niestety odmówił. Chciałbym w tym roku zaboksować z Łukaszem Janikiem. Wszystko zależy od promotorów i samego przeciwnika.
Miałeś problemy zdrowotne,operacie łokci za to za uraz? Rehabilitacja przebiega pomyślnie?
10 lutego miałem zabieg na oba łokcie w Warszawie. Jestem już po zabiegu, czuję się dobrze. Miałem w łokciach ciała obce, które trzeba było usunąć i wyczyścić. Kontuzja ta dolega mi już od czasów amatorskich. Na szczęście mam to już z głowy. Teraz kluczową rolę odegra rehabilitacja. Chciałbym żeby wszystko przebiegło sprawnie, mamy plan wraz z Tomkiem Babilońskim, stoczyć walkę w Legionowie 18 kwietnia, ale wszystko zależy od gojenia się łokci.
Na koniec zapytam który pięściarz według Ciebie jest najlepszy, najbardziej kompletny z Twojej kategorii junior ciężkiej?
Nie mam określonego pięściarza mianem najlepszy. Dla mnie dobry jest Marco Huck, Grigorij Drozd. Najlepszy kiedyś będę ja :)
Dziękuje pięknie za wywiad i zapytam co chciałbyś przekazać swoim kibicom i wszystkim fanom szermierki na pieści?
To ja dziękuję za zaproszenie do wywiadu. Chciałbym podziękować wszystkim moim kibicom, na pewno Was nie zawiodę, dziękuję za doping oraz wsparcie. Zapraszam do polubienia mojego fanpage tam zawsze znajdziecie ciekawostki o mojej karierze. Pozdrawiam!