27 października 2015

Alexis Arguello - Dumma Nikaragui


Kim był idol Romana ''Chocolatito'' Gonzaleza uznawanego obecnie za lidera P4P? Bohaterem biografii jest noszący przydomek "El Flaco Explosivo" legendarny Alexis Arguello z odległej Nikaragui w Ameryce Łacińskiej.

Arguello przeszedł na świat 19 kwietnia 1952 roku w stolicy swego kraju - Mangui. Wychowany w biedzie, mając 13 lat został zmuszony do opuszczenia rodzinnego domu i udania się do pracy na farmie. Karierę pięściarza zawodowego rozpoczął trzy lata późnej. 24 listopada 1973 roku przystąpił do pojedynku z byłym mistrzem świata w kategorii piórkowej Jose Legrą. Kubańczyk mający obywatelstwo hiszpańskie został znokautowany już w 1. rundzie i postanowił zawiesić rękawice na kołku. Wygrany pojedynek, który był eliminatorem do pasa WBA kategorii piórkowej, zagwarantował starcie z mistrzem tej federacji Ernesto Marcelem.

Panamski mistrz zwyciężył na punkty po piętnastorundowej walce i zachował swój tytuł. Po stoczeniu czterech kolejnych walk, z których trzy zakończył przed czasem, Arguello ponownie stanął przed szansą zdobycia pasa Word Boxing Association. Panującym championem był Meksykanin Ruben Olivares. Alexis znokautował go w 13. rundzie i został mistrzem świata. Po odprawieniu z kwitkiem kolejnych czterech pretendentów Arguello postanowił przenieść się wyżej do kategorii super piórkowej.

28 stycznia 1978 w mieście Bayamon w Portoryko zmierzył się z mistrzem WBC Alfredo Escalerą z Portoryko. Nim posiadacz tytułu został znokautowany w 13. rundzie, był już mocno porozbijany - miał między innymi złamany nos i rozcięte łuki brwiowe. W ten sposób Arguello został mistrzem w drugiej kategorii wagowej. Po dwóch udanych obronach pasa doszło do rewanżu z Escalerą w włoskiej Rimini. Znów górą był wojownik z Nikaragui, który i tym razem zwyciężył przed czasem w rundzie 13. Alexis bronił swojego pasa z Rafaelem Limonem (TKO 11), Bobbym Chaconem (TKO 7), Rubenem Castillo (TKO 11) i Rolando Navarrete (TKO 5).

Po serii zwycięstw przed czasem Arguello postanowił spróbować sił w wyższej kategorii lekkiej. Jego pierwszą ofiarą był mocny Cornelius Boza-Edwards, który 9 sierpnia 1980 roku na gali w Atlantic City poległ przez TKO w rundzie szóstej. Rok później w Londynie Alexis został mistrzem świata w trzeciej kategorii wagowej, gdy odebrał pas WBC Szkotowi Jimowi Wattowi - dziś znanemu komentatorowi, który po jednogłośnej porażce na punkty zakonczył karierę. Wojownik z Nikaragui szedł przez zawodowe ringi jak burza, wygrywając przed czasem z czterema pretendentami do jego pasa.

12 listopada 1982 w Miami Arguello zapragnął zapisać się na kartach historii jako pierwszy pięściarz który zostanie mistrzem świata w czwartej kategorii wagowej. Mistrzem WBA junior półśredniej był wspaniały Aaron Pryor z Cincinnati. To był brutalny bój. Coś,czego nigdy, przenigdy nie zapomnę, jak długo będę żył - mówił po walce promotor Bob Arum. W 14. rundzie Arguello zainkasował serię 23 (!) ciosów, ale osunął się na deski dopiero wtedy, gdy sędzia go poddał. Wiele osób twierdziło, iż Pryor przyjął przed decydującą odsłoną jakieś tajemnicze środki wspomagające, dlatego Nikaraguańczyk dostał kolejną szansę. Las Vegas było miejscem, gdzie doszło do upragnionego rewanżu. Pięściarze zmierzyli się w kasynie Caesars Palace 9 września 1983 roku. W 10. rundzie nastąpił koniec. Upadający na deski Arguello został pozbawiony marzeń, by zostać mistrzem w czwartej kategorii wagowej. Zgarnął na pocieszenie 3 mln dolarów, co okazało się jego przekleństwem.

Alexis nie potrafił żyć jak milioner w Miami. Odeszła od jego żona, po tym jak silnie uzależnił się od kokainy. W latach 80-tych w jego kraju toczyła się wojna domowa. Kiedy rządzący sandiniści skonfiskowali majątek, w środku nocy wyrzucając matkę i siostrę, Arguello postanowił przyłączyć się do oddziałów zbrojnych Contras. - Jeśli wierzę, muszę walczyć - stwierdził. W jednej z potyczek ryzykował życie, wyciągając spod ostrzału ciało kolegi. Szybko wrócił do swojego luksusowego domu w Miami. Znów kokaina była przeciwnikiem numer jeden dla Alexisa. Arguello zajmował się wieloma rzeczami po walce z Pryorem. Wstąpił między innymi w znanym serialu ''Miami Vice''. Wkrótce okazało się ze za niezapłacone podatki po raz drugi - tym razem w Stanach - stracił majątek: pięć domów, drogie samochody i luksusowy jacht.

Boks to jedyna rzecz, jaką potrafię robić - mówił przed powrotem na ring. Stoczył dwie wygrane walki i znów się wycofał. Alexis wracał jeszcze na ring w 1994 i 1995 roku, ale drugi z pojedynków przegrał i definitywnie zawiesił rękawice na kołku w wieku 42. lat z rekordem 77-8, 62 KO - jak podaje Wikipedia. Na boxrec.com widnieje bilans 89-8, 70 KO. Po zakończeniu kariery Arguello zaangażował się w politykę z ramienia sandinistów, przeciwko którym walczył. Został wiceburmistrzem, a następnie burmistrzem stolicy Managui, gdzie się wychował. 1 lipca 2009 roku, kilka miesięcy po elekcji, znaleziono jego ciało. Policja ustaliła, iż było to samobójstwo. Syn do dnia dzisiejszego twierdzi, że jego ojciec na pewno nie strzelił sam w swoje serce i było to zabójstwo. Alexis ''El Flaco Explosivo'' Arguello zmarł w wieku 57 lat.
 

19 września 2015

Wilfred ''El Radar'' Benitez - najmłodszy mistrz świata


Bohaterem tej niesamowitej historii będzie ''Biblia Boksu'' nazywany także przez byłych rywali ''El Radar'' ze względu na swoją chirurgiczną precyzję Wilfred Benitez. "El Radar" przyszedł na świat 12 września 1958 roku w Nowym Jorku. Wychował się w portorykańskiej rodzinie emigrantów w owianej złą sławą dzielnicy Bronx. W 1973 roku jako 15-letni młokos zadebiutował na zawodowym ringu, wygrywając przez KO w 1. rundzie. Po stoczeniu 23. zwycięskich pojedynków (w tym 20. zakończonych przed czasem) otrzymał szansę walki o mistrzostwo świata. Stolica Portoryko San Juan okazała się bardzo szczęśliwa dla Beniteza. 6 marca 1976 roku zmierzył się z kolumbijskim mistrzem świata według federacji WBA kategorii junior półśredniej Antonio Cervantesem.Walka zakończyła się niejednogłośnym zwycięstwem na punkty i "El Radar" został nowym mistrzem świata już w wieku 17 lat i 5 miesięcy, co do dnia dzisiejszego zostaje niepobitym rekordem. Rok później federacja WBA pozbawiła najmłodszego w historii mistrza świata tytułu, gdy ten dmówił rewanżu z Cervantesem. Rok 1979 rozpoczął się dla "Biblii Boksu" fantastycznie – 14 stycznia na ringu w San Juan sięgnął po mistrzostwo świata w kolejnej kategorii (tym razem półśredniej), zdobywając pas prestiżowej organizacji WBC po detronizacji Meksykanina Carlosa Palamino. 30 listopada tego samego roku w Las Vegas w hotelu Caesars Palace przyszło się Benitezowi zmierzyć ze wspaniałym złotym medalistą olimpijskim z Montrealu Sugarem Ray Leonardem. "Słodki" pokonał panującego mistrza w 15. rundzie, zadając mu pierwszą w karierze porażkę i odbierając pas WBC, który był stawką walki.

Po latach Benitez wyznał Leonardowi, że nie trenował przed walką, co podobno nie było niczym niezwykłym, bo Wilfred nie lubił przemęczać się w sali treningowej i bazował przede wszystkim na swym naturalnym talencie do boksu. 23 maja 1981 roku w Las Vegas ponownie Caesars Palace "El Radar" zadebiutował w kategorii junior średniej. Wygrał przez techniczny nokaut w 12. rundzie z Maurice'em Hope'em i został mistrzem świata WBC. 30 stycznia 1982 roku, znów w Caesars Palace, pokonał po 15. ekscytujących rundach byłego czempiona kategorii lekkiej i półśredniej - twardego jak skała bohatera z Panamy Roberto Durana (punktacja sędziów: 143-142, 145-141, 144-141). "On w ringu potrafi dosłownie wszystko" - komentował Larry Marchant z HBO. Koniec wielkiego wojownika nastąpił w walce z "Kobrą z Detroit" - Thomasem Hearnsem. Król nokautu nie zostawił żadnych wątpliwości i Benitez tylko cudem uniknął porażki przed czasem, przegrywając na punkty i tracąc pas mistrza świata 3 grudnia 1982 w Nowym Orleanie.

"To wspaniały wojownik" - docenił pokonanego Hearns. Po porażce z Hearnsem wciąż zaledwie 24-letni "El Radar" nie wygrał już żadnej wielkiej walki. Oprócz kłopotów ze zdrowiem, nieuczciwi promotorzy sprawili, że wielki mistrz rozmieniał się na drobne. W 1990 roku wbrew zakazom lekarzy wrócił na ring po czteroletniej przerwie, by przegrać dwie z czterech walk. Obecnie Benitez mieszka w San Juan i utrzymuje się ze stypendium rządowego wynoszącego około 14 tysięcy dolarów rocznie oraz śmiesznej renty, jaką przyznała mu bogata i wpływowa federacja WBC - 250 dolarów miesięcznie. Zdrowie wielkiego mistrza pogarsza się z dnia na dzień. Benitez nie poznaje już ludzi, ma mentalność małego dziecka, musi przebywać pod opieką 24 godziny na dobę - to skutki udaru z 2008 rou i encefalopatii bokserskiej. Dlatego doceńmy wielkich mistrzów, którzy zapłacili tak okrutną cenę za sukces i miłość kibiców, gdy dawno temu byli tytanami ringu.

16 sierpnia 2015

Mistrzem jest ten kto wstaje kiedy nie może


''Mistrzem jest ten kto wstaje kiedy nie może'' powiedział Jack Dempsey i tymi słowami można określić postawę Krzysztofa Głowackiego nowego mistrza świata federacji WBO w 6 rundzie.


''Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą'' nic więcej dodawać nie trzeba. Brawo ''Główka'' !!! !!! !!!

13 sierpnia 2015

Polska noc w Prudential Center


14 sierpnia na gali z cyklu Premier Boxing Champions kibiców pięściarstwa czeka ''polska noc'' w doskonale znanej za sprawą walk Tomasza Adamka  hali  Prudential Center w Newark. Z perspektywy polskiego kibica, najważniejsze będzie stracie Krzysztofa Głowackiego z Marco Huckiem. Zanim ''Główka'' stanie przed szansą zdobycia pasa mistrza świata federacji WBO kategorii junior ciężkiej w ringu zaprezentuje się Artur Szpilka.

Z ''Szpilą'' zmierzy się Yasmany Consuegra. Pięściarz z Gorącej Wyspy, największe sukcesy odnosił w boksie olimpijskim. Zdobywał złote krążki na mistrzostwach Kuby do lat szesnastu w kategorii 75 kg i w kategorii 81 kg wśród juniorów. W Młodzieżowych Mistrzostwach Świata, zdobył brązowy medal. Wśród seniorów już w wadze 91 kg na mistrzostwach Kuby stanął na najniższym stopniu podium. Rywalizował z takimi pięściarzami jak, aktualny mistrz świata IBF w kategorii crusier Yoan Pablo Hernandez czy topowi ciężcy Mike Perez i Luis Ortiz. Rekord z ringów olimpijskich 249 wygranych przy zaledwie 29 porażkach robi ogromne wrażenie. Na ringach zawodowych, noszący przydomek ''Rekin'' pięściarz nie zrobił wielkiej kariery do tej pory i próżno szukać w jego rekordzie wielkich nazwisk. Dominic Breazeale ponad dwu- metrowy Amerykanin to jedyny rozpoznawalnych szerszej publiczności rywal Consuegry. ''Rekin'' tą walkę przegrał przed czasem i była, to do tej pory jedyna porażka wśród osiemnastu walk na zawodowych ringach. Został znokautowany po ciosie w tył głowy ale to już inna historia... Consuegra w ostatniej swojej walce z Breazeale wydawał się zbyt statyczny i wolny na nogach. Jednak Artur Szpilka nie będzie miał aż takiej przewagi zasięgu ramion jak Amerykanin więc, musi być skoncentrowany i uważny ponieważ, Kubańczyka ciosy swoje ważą (78% współczynnik walk zakończonych przed czasem). W porównaniu do poprzednich przeciwników jak ich nazywał Andrzej Kostyra ''puszek soku pomidorowego'' poziom sportowy wzrósł znacząco. ''Rekin'' na pewno nie padnie po pierwszej kombinacji i będzie groźny gdy ''Szpila'' zapomni się i zacznie opuszczać nisko ręce. Oczywiście Szpilka jak najbardziej powinien z tej konfrontacji wyjść zwycięsko i jest zdecydowanym faworytem walki. Ten pojedynek to kolejny krok naprzód na amerykańskich ringach z trenerem  Ronnie Shieldsem w narożniku.  

Krzysztofa Głowackiego czeka prawdziwa weryfikacja stracie z Marco Huckiem który, swój pas WBO kategorii crusier bronił już trzynastokrotnie. Bośniaka z Niemieckim paszportem nie trzeba nikomu przedstawiać. To do nie dawna koń pociągowy i największa gwiazda grupy Sauerland Event. Teraz ''Kapitan Hak'' spróbuje podbić runek amerykański. W jego życiu sportowca nastąpiły wielkie zmiany, przeprowadzka do Las Vegas współpraca z nowym szkoleniowcem którym został Don House. Huck który do tej pory wszystkie pojedynki toczył w Niemczech, na galach swojego promotora nie będzie mógł liczyć na sędziowanie pod gospodarza. Wielu kibiców upatrywało w tych zmianach szanse dla ''Główki'', Marco na każdym kroku powtarza że jest zdeterminowany, zaangażowany w treningi i chce pokazać się z jak najlepszej strony w debiucie przed amerykańską publicznością.Wala z Głowackim ma być wstępem do wielkiej kariery za wielka wodą. Oczywiście nie można ocenić dopóki pięściarze nie zmierza się w ringu, jak zmiana trenera wpłynie na mistrza który na tronie federacji WBO zasiada od 2009 roku. Krzysztof Głowacki do tej pory nie mierzył się z takimi osiłkami jak Niemiec. Nuri Seferi nieco już podstarzały to najcenniejszy skalp w rekordzie Główki. Przeskok pod względem sportowym wydaje się ogromny. Ciężko doszukać się wielu argumentów które przemawiałyby za Głowackim, na pewno jednym z nich jest trener Łapin który świetnie zna swojego zawodnika, kolejnym atutem Głowackiego wydaje się pozycja mańkuta. Odporność na ciosy w tej walce zostanie sprawdzona, aczkolwiek nie było do tej pory podstaw sądzić iż  Krzysztof jest ''szklany''. Siła fizyczna i ciosu na pewno będzie po stronie Hucka który potrafił wstrząsnąć mistrzem olimpijskim  Povetkinem. Rosjanin nie był najlepiej dysponowany, ale to nie zmienia faktu ze Huck na prawdę bardzo mocno bije jest puncherem. ''Kapitan Hak'' zawsze miał problemy z pięściarzami zaawansowanymi technicznie, na nogach mobilnymi i w tym można upatrywać szanse pięściarza z Wałcza. Najgorszym scenariuszem jest pozwolenie Niemcowi na walkę na jego warunkach pełną klinczy, zwarcia i bijatyki na środku ringu. Miejsce pojedynku przy hali pełnej Polonii i obiektywny sędzia powinno ostudzić zapędy Hucka przed notorycznym faulowaniem które jest wizytówką Niemca.  Moja prognoza na przebieg walki:. Głowacki po paru rundach poczuje siłę Niemca, zacznie się cofać i próbować będzie na kontrę złapać. Mający za sobą tylko jedną dwunasto-rundową walkę Głowacki zacznie mieć problemy wydolnościowe, ponieważ nie posiada odpowiedniego doświadczenia jak rozłożyć siły. Marco Huck przyjmie inicjatywę w ringu i jeśli narzuci wysokie tempo zastopuje przed czasem Polaka. Huck boksuje zrywami, dzięki czemu oszczędza siły, dlatego ważne jest by ''Główka'' wybił z rymu mistrza. Jednak bardziej realne wydaje się punktowe zwycięstwo Niemca . Prognozy pogody i przebiegu walk dużo mają wspólnego, często się nie sprawdzają i jak najbardziej chciałbym żeby było tak w tym przypadku. Powrót ''Gówki'' do Polski z pasem WBO na biodrach byłby największą niespodzianką w historii polskiego boksu zawodowego.

Na ringu w Newark zobaczymy także Macieja Sulęckiego którego kariera jak z katapulty wystrzeliła po zastopowaniu przed czasem Grzegorza Proksy na gali PBN w Krakowie. Sulęcki cały czas adaptuje się do amerykańskiego stylu. W pierwszej walce w Stanach Zjednoczonych już w 2 rundzie znokautował prawym prostym Darryla Cunningham. W narożniku Polaka  zadebiutuje Chico Rivas szkoleniowiec z Kuby który współpracuje z Patrykiem Szymańskim a także pomagał Kamilowi Łaszczykowi. Kolumbijczyk Jose Miguel Rodriguez Berrio który ostatnio nie ma dobrej passy (1 wygrana na ostatnich 8 walk) zmierzy się z ''Striczu''. Ranking strony BoxRec klasyfikuje Berrio dopiero na 769 miejscu kategorii średniej, więc Sulęcki takich rywali musi efektownie nokautować. I tylko takiego rozstrzygnięcia się spodziewam.

Ostatnim Polakiem który zagości miedzy linami ringu hali
Prudential Center będzie występujący w kategorii piórkowej Kamil Łaszczyk. Kariera ''Szczurka'' przystopowała można było nawet zauważyć regres formy, który był spowodowany problemami zdrowotnymi pięściarza z Wrocławia. Teraz już jest wszytko w porządku i Łaszczyk przygotowywał się w ośrodku Global Boxing w North Bergen. Polak zmierzy się z mocno bijącym Kolumbijczykiem Jonathanem Perezem. W ostatnich trzech walkach w każdej z nich przed upływam ostatniego gongu przegrywał Kolumbijczyk. Dla Kamila jest to wielka szansa by z przytupem wrócić na amerykańskie ringi. Nadal szkoleniowcem Łaszczyka pozostanie Piotr Wilczewski, do ktorego wielu kibiców ma zastrzeżenia zarzucając brak odpowiedniego doświadczenia w warsztacie trenerskim. ''Szczurek'' tylko w USA gdzie są odpowiedni sparingpartnerzy ma szanse na rozwój swojej kariery. Jeśli wróci do Polski zanotuje regres, ponieważ zawsze sparuje z tymi samymi sparingpartnerami których zna na wylot, a o dobór rywali podnoszących poprzeczkę także będzie bardzo trudno. Miejmy nadzieje ze Łaszczyk pozostanie w Stanach Zjednoczonych, a jego kariera z zakrętu wróci na właściwą drogę. DO BOJU POLACY!!!

 

9 lipca 2015

Antoni Florian Załęski - Człowiek ze stali



Antoni Florian Załęski urodził się 29 maja 1913 roku w miasteczku Gary w stanie Indiana. Jego rodzice wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych ze wsi Mokra Wieś spod Nowego Sącza. Antoni miał sześcioro rodzeństwa, jego ojciec Józef pracował w hucie stali, matka zajmowała się domem. W wieku trzech lat stracił ojca, a sytuacja materialna rodzinny gwałtownie się pogorszyła, przez co młody Antoni - jako kilkunastuletni chłopiec - musiał szybko razem z całym rodzeństwem podjąć pracę w zakładach metalurgicznych. Na salę treningową trafił dzięki starszym braciom, którzy po pracy trenowali boks. W wieku 15 lat zadebiutował na amatorskim ringu w klubie polonijnym. Swoja karierę rozpoczął od wagi lekkiej, następnie boksował w kategorii półśredniej. Wygrał 87 z 95 walk. Jego największym sukcesem było czterokrotne zwycięstwo w turnieju Golden Gloves miasta Gary.

W 1934 roku 21-letni Załęski postanowił podpisać kontrakt zawodowy i przyjąć przydomek Tony Zale. W pierwszym roku kariery boksował bardzo często, bo aż 21 razy. Rok późnej, po kolejnych porażkach - zwłaszcza przed czasem z  Johnnym Phaganem (KO 6), postanowił zawiesić rękawice na kołku i wrócić do pracy w hucie stali. Ciężka praca fizyczna wzmocniła Antoniego. Po dwóch latach postanowił dać sobie jeszcze jedną szanse i wrócił do boksu. Załęski przeprowadził się do Chicago, gdzie rozpoczął treningi u Arta Wincha. Na rezultaty współpracy nie było trzeba czekać długo - Antoni po powrocie zaczął zwyciężać, choć sporadycznie nadal przytrafiały mu się porażki. Dopiero rok 1939 okazał się przełomowy. Załęski zwyciężył w siedmiu walkach z rzędu, a sześć z nich rozstrzygnął przed czasem. Wreszcie został zauważony przez dziennikarzy. W roku 1940 rozbłysła gwiazda Antoniego w walce Amerykaninem czeskiego pochodzenia - Alem Hostakiem. Górujący warunkami fizycznymi Hostak (183 cm wzrostu przy 171 cm Załęskiego) został znokautowany w 13. rundzie i "Człowiek Ze Stali" został mistrzem świata kategorii średniej. Stało się to 19 lipca 1940 roku w Seattle. Rok później Antoni udowodnił po raz kolejny swoją wyższość, nokautując Hostaka już w 2. rundzie. 16 sierpnia tego samego roku Załęski zmierzył z Billym Pryorem w Juneau Park w Milwaukee. Stawką nie był pas mistrzowski, ale Antoni wygrał przez KO w 9. rundzie, a walkę obejrzało ponad 135 tys. widzów, co do dnia dzisiejszego jest rekordem widowni w świecie boksu. Lokalny browar był sponsorem gali i wstęp był wolny. W 1942 roku Załęski zgłosił się na ochotnika do marynarki wojennej, gdzie służył do końca II wojny światowej. "W wojsku nie brałem udziału w walkach. Nie chciałem zrobić krzywdy dzieciakom" - wspominał.

Po odbyciu służby wojskowej Załęski wrócił do boksu w roku 1946. Sześć walk towarzyskich Antoni stoczył tylko po to, by pozbyć się rdzy po przerwie, która trwała cztery lata. Wszystkie pojedynki zakończył przed czasem. 27 września na Yankee Stadium w Nowym Jorku zmierzył się z Rockym Graziano, legitymującym się rekordem 43-6, 23 KO. Graziono, potomek włoskich emigrantów, był pretendentem, ale ze względu na wiek Załęskiego (33 lata), bukmacherzy wskazywali pretendenta w roli zdecydowanego faworyta. Walkę, której stawką był tytuł mistrza świata kategorii średniej, obserwowało 39,827 widzów. Już w 1. rundzie 24-letni pretendent byl liczony po lewym sierpowym. W rundzie drugiej losy się odwróciły i Załęski zapoznał się deskami na sekundy przed gongiem. Walka się wyrównała i obfitowała w potężne ciosy. Szósta runda przyniosła rozstrzygnięcie. Graziano po kombinacji prawy sierpowy na korpus - lewy sierpowy na głowę został znokautowany. Po raz pierwszy w karierze Rocky przegrał przed czasem. Redaktor naczelny magazynu "The Ring" - Nat Fleischer uznał tę walkę za najlepszą w roku 1946.
''Tony był jednym zawodnikiem, który mnie znokautował. Rewanż nie był dla mnie tylko bokserskim pojedynkiem. To była prywatna wojna. Jeśli nie byłoby tam sędziego, jeden z nas zakończyłby tę walkę martwy'' - powiedział Graziano. Rewanż odbył się w Chicago Stadium 16 lipca 1947 roku. Warunki atmosferyczne nie sprzyjały - temperatura sięgała 40 stopni Celsjusza. Załęski rozpoczął w bardzo dobrym stylu, zasypując Graziano gradem ciosów. W 3. rundzie pretendent był na deskach, a po pięciu starciach był porozcinany i ledwo widział na oko. Losy pojedynku odwróciły się jednak o 180 stopni w następnej nudzie. Załęski zaczął chwiać się po ciosach ''Bad Boya'', jak nazywano Rocky'ego. Champion padł twarzą na deski, a sędzia ringowy przerwał walkę, wyliczając tylko do dwóch. Wyjaśniając swoją decyzję o poddaniu Antoniego, tłumaczył się słowami ''Czy chcieliście, żebym dopuścił do morderstwa?". Załęski stracił pas mistrza świata i otrzymał gażę w wysokości 140 tys. dolarów, co było jego rekordową wypłatą. Po półrocznej przerwie Zale - bo tylko tym nazwiskiem posługiwał się na zawodowych ringach - wrócił miedzy liny. Po dwóch zwycięstwach zmierzył się z Lou Woodsem (34-8) i zwyciężył przez KO już w rundzie trzeciej. Dzięki tej wygranej Załęski został pretendentem do walki o mistrzostwo świata z Rockym Graziano. Trylogia dopełniła się 10 czerwca 1948 roku na Ruppert Stadium w Newark. Załęski chcąc odzyskać upragniony tyłuł, szybko postanowił zakończyć walkę przed czasem. Już w rundzie trzeciej było po wszystkim. Graziano został znokautowany po ciosach lewy na wątrobę - prawy sierpowy na szczękę i nieprzytomny z wstrząśnieniem mózgu został przewieziony do szpitala .Załęski odzyskał tytuł jako pierwszy od czasów Stanleya Ketchela (Stanisław Kiecal), który także był synem polskich emigrantów. ''Jest tylko jeden sposób, by pokonać Zale'a. Trzeba go po prostu zabić'' - skomentował krótko Graziano. Ostatnią swą walkę z Francuzem Marcelem Cerdamem, którego oklaskiwała jego kochanka - słynna piosenkarka Edith Piaf, Tony Zale przegrał przez techniczny nokaut. Został poddany przez narożnik po tym jak w rundzie 11. po lewym sierpowym upadł na kolana. Stracił tytuł mistrzowski i postanowił zakończyć karierę w wieku 35 lat. ''Trzy walki z Graziano kosztowały mnie sporo zdrowia'' - tłumaczył swoją decyzję o zawieszeniu rękawic na kołku.
"Człowiek Ze Stali'' zakończył karierę z rekordem 67-18-2, 45 KO. Został trenerem i uczył sztuki szermierki na pięści młodzież w Chicago. Dzięki rodzicom, którzy kultywowali tradycje polskie i język ojczysty, Załęski płynnie mówił w języku polskim mimo tego, że nigdy nie był w kraju nad Wisłą. Otrzymał wiele propozycji przyjazdu, ale nie ufał rządom komunistycznych w Polsce Ludowej i ograniczył swój wkład w naszą kulturę do działań w polonijnej Organizacji Katolickiej w wietrznym mieście. W 1956 roku dostał angaż w filmie o Rockym Graziano ''Między linami ringu'', gdzie miał zagrać samego siebie, lecz po znokautowaniu na planie filmu aktora Paula Newmana który wcielił się w postać Graziano, ostatecznie zrezygnowano z usług Antoniego. Tony Zale był dwukrotnie żonaty. Pierwsze małżeństwo (z Adelaine, która urodziła mu dwie córeczki) rozpadło się w 1951 roku. Z Philomeną - pierwszą kobietą,  która została zawodową baseballistką, przeżył w małżeństwie 28 lat. Po śmierci żony, schorowany i poruszający się na wózku inwalidzkim (ze zdiagnozowaną chorobą Parkinsona i Alzheimera) Zale zamieszkał w domu pomocy społecznej, gdzie odszedł w samotności 20 marca 1997 roku. Wtedy po raz ostatni zabrzmiał gong "Człowiekowi Ze Stali". Został pochowany w miejscowości Hobart nieopodal Chicago.
Historyk boksu Bert Sugar oraz trener i komentator walk bokserskich Teddy Atlas umieścili Załęskiego w pierwszej dziesiątce najlepszych pięściarzy kategorii średniej w historii.

12 czerwca 2015

Teddy ''kogut'' z Warszawy - jedyny mistrz KL Auschwitz



Tadeusz Dionizy Pietrzykowski przyszedł na świat 8 kwietnia 1917 roku w Warszawie. Ojciec Tadeusza pracował jako projektant i inspektor nadzoru rozbudowy warszawskiego węzła kolejowego. Matka Sylwina także była osobą staranie wykształconą - ukończyła Seminarium Nauczycielskie hrabiny Cecylii Plater-Zaberkówny. Po uzyskaniu dyplomu pracowała jako nauczycielka. Tadeusz Pietrzykowski rozpoczął edukację w 1922 roku w gimnazjum im. E.A. Rontalera w Warszawie mając 6 lat. W szkole radził sobie bardzo dobrze, do jego ulubionych przedmiotów należały: geografia, historia i język polski. 6 października 1927 roku po 10-dniowej ciężkiej chorobie zmarł ojciec małego Tadeusza.

Sytuacja materialna rodziny pogorszyła się z dnia na dzień. Tadeusz w nowej szkole wstąpił do harcerstwa i rozpoczął przygodę sportową. Początkowo uprawiał piłkę nożną w WKS Warszawianka. Postanowił jednak przekwalifikować się na sport indywidualny - postawił na boks w WKS Legia. W wieku 17 lat stoczył swoją pierwszą walkę z mistrzem polski Antonim Czortkiem. Trenerem Teddy'ego został trener Stamm, którzy dostrzegł duży potencjał u Pietrzykowskiego. Największy rozgłos Tadeusz zyskał w 1936 roku, kiedy Legia zdobyła mistrzostwo klasy B i zakwalifikowała się do klasy A okręgu warszawskiego. W 1937 Pietrzykowski zakwalifikował się do finałów Mistrzostw Polski. Tadeusz zdobył upragniony tytuł mistrza Warszawy w kategorii koguciej po zwycięstwie w finale z Jamborem. Rok późnej w indywidualnych mistrzostwach Polski w Poznaniu Tadeusz w pojedynku z Jarząbkiem doznał kontuzji złamania reki w śródręczu i został pokonany. 14 listopada Legia w decydującym meczu pokonała Okęcie 10:6 i została mistrzem Warszawy. "Przegląd Sportowy" uznał Tadeusza najlepszym pięściarzem kategorii koguciej, pisząc o nim "Żelazna Pieść". Rok 1938 był dla Tadeusza tragiczny. Został wyrzucony ze szkoły, nie przystąpił do matury, jego sekcja została rozwiązana.

1 września 1939 roku III Rzesza zaatakowała Polskę - wybuchła II wojna światowa. 8 września Tadeusz zgłosił się jako ochotnik do 1. baterii Obrony Warszawy. Bronił się aż do kapitulacji stolicy w dzielnicy Ochota, w której się wychował. Po kapitulacji w 1940 roku Teddy postanowił przedostać się do Francji. 25 lutego wyruszył z Nowego Targu. Wieczorem burza zmusiła do zatrzymania i konieczności przenocowania w napotkanym obozie cygańskim. Rano został zatrzymany przez węgierską żandarmerię. W połowię maja Tadeusz został przewieziony do więzienia w Tarnowie i przebywał tam do 14 czerwca.Tego samego dnia 23-letni Tadeusz trafił do obozu zagłady KL Auschwitz. Oznaczano go numerem 77. Obozowy koszmar się rozpoczął. Pierwszą pracą Pietrzykowskiego było zasypywanie dziur na terenie obozu. Następnie od 4 rano do 18 kosił i zbierał żyto. Po żniwach Tadeusz trafił do stolarni. Gdy Teddy został przyłapany na kradzieży ziemniaków, został wyrzucony ze stolarni.

W marcu 1941 roku Tadeusz przystąpił do pierwszej walki na terenie obozu zagłady KL Auschwitz. Kapo Walter Dunning, przedwojny mistrz Niemiec w wadze średniej, został przeciwnikiem Pietrzykowskiego. Walka była bardzo wyrównana, Tadeusz unikał groźnych sierpowych i po paru rundach kapo Dumming powiedział, że na dziś starczy. Był pod wrażeniem umiejętności małego wychudzonego Polaka. W latach 1941-1942 walki bokserskie były bardzo popularne, odbywały się w łaźni nr 2. Jeden z esesmanów wygrał 1000 marek po tym jak postawił na Pietrzykowskiego. Karl Egersdorfer był tak zadowolony, że kazał nakarmić Polaka, wydać mu pięć kotłów zupy. Tego dnia Tadeusz i jego obozowi koledzy zaspokoili po raz pierwszy głód. Latem 1942 roku lekarz obozowy dr Entreas pod pozorem witamin wstrzyknął Teddy'emu wirus tyfusa plamistego. Mocny organizm wytrzymał i po 14 dniach gorączka spadła. Tadeusz wrócił do obozowych walk. Teddy walczył z holenderskim Żydem Leu Sandersem którego żonę z dziećmi zagazowano w Brzezince. Pojedynek zakończył się remisem, Teddy wspominał o nim: ''ponieważ walka nie została rozstrzygnięta, mój przeciwnik zyskał uznanie w oczach kapo i został zatrudniony przy noszeniu kotłów z kuchni, co umożliwiło mu potajemne dożywianie się''. Wśród przeciwników Pietrzykowskiego znaleźli się: Wilhelm Maier - wicemistrz Europy z 1927 roku w wadze średniej i podwójny mistrz Niemiec z 1922 i 1923 - Harry Steinem. Z obydwu walk Tadeusz wyszedł zwycięsko i został mistrzem wszechwag KL Auschwitz. Boks na początku był jedynym celem Tadeusza Pietrzykowskiego - gwarantował mu przetrwanie. Tadeusz odczuwał potrzebę zorganizowania podziemnego ruchu oporu. Po poznaniu rotmistrza Witolda Pileckiego, Teddy został przydzielony do akcji zabicia komendanta obozu KL Auschwitz - zbrodniarza wojennego, odpowiedzialnego za holokaust okrutnego Rudolfa Hossa. Niestety zamach nie udał się. Natomiast udało się pozbyć psa komendanta, który wabił się Rolf i na okrzyk "Jude" zagryzał więźniów. Teddy zabił psa częścią złamanej kosy, następnie poćwiartował mięso i ukrył w baniakach z masłem, a potem zjadł z towarzyszami niedoli. Komendant mimo poszukiwań na szeroką skalę nigdy nie dowiedział się, co się stało z jego ukochanym pupilem. Tadeusz poznał w obozie ojca Maksymiliana Kolbe, który oddał życie za innego więźnia. Ksiądz Maksymilian wywarł na Teddym ogromne wrażenie, gdy stwierdził, że więzień, który ukradł mu chleb najwidoczniej bardziej go potrzebował. Tadeusz nie mógł zrozumieć zachowania księdza Kolbe, który po pamiętnym apelu dobrowolnie zgłosił się na śmierć za innego więźnia. Dopiero po latach zrozumiał, że dane było mu spotkać człowieka niezwykłego. W 1967 roku wspominał: ''Rady i wskazówki, jakie wówczas otrzymałem od księdza Kolbe były dla mnie - niespokojnego uosobieniem - skutecznym lekiem i są nim do dnia dzisiejszego''. Ostatnie 2 lata okupacji Pietrzykowski spędził w obozie KL Neuengamme na terenie III Rzeszy. 17955 - taki numer obozowy przydzielono Teddy'emu. Po walce sparingowej z Jerzym Muchowiczem Tadeusz zmierzył się z kapo Jimmim Kachta, zwanym Kuchtą i rzeźnikiem. Pietrzykowski sięgał esesmanowi do ramion. Po latach tak relacjonował walkę Teddy: ''walkę rozpocząłem w bardzo niskiej postawie. Śmiał się ze mnie, że uciekam. W pewnym momencie zrobiłem zwrot, którego nauczył mnie Stamm i jednocześnie strzeliłem przeciwka prawą ręką. Trafiłem w sam podbródek. Pod Kuchtą ugięły się nogi i padł na podłogę tak nieszczęśliwie, że głową uderzył o deski. Mat nie było. Widząc to odszedłem do narożnika. Walkę kontynuowano. Po raz drugi wyszedł mi ten sam zwrot i podobne uderzenie w podbródek. Kuchta ponownie runął na deski i cucono go przez 15 minut". Najsłynniejszy pojedynek Pietrzykowski stoczył w sierpniu 1943 roku. Jego przeciwnikiem był Niemiec Schally Hottenbach - pretendent w boksie zawodowym wagi półśredniej. Hottenbacha nazywano "Hammer-schag", co oznaczało uderzenie młota. W 2. rundzie po serii na korpus Tadeusz zahacza sierpem szczękę rywala. Niemiec wali się na deski - okrutne KO! 15 kwietnia 1945 roku Pietrzykowski doczekał się wolności wyswobodzony przez żołnierzy brytyjskich. 

Po wojnie w 1946 roku stanął ponownie na ringu i zdobył tytuł mistrza dywizji gen. Maczka w kategorii lekkiej. W sumie stoczył 17 walk, z których 15 wygrał i 2 zremisował. W 1950 roku skończył studia na AWF w Warszawie i oddał się pracy jako trener i nauczyciel wychowania fizycznego. W życiu osobistym nie układało się najlepiej - po 9 latach nieudanego małżeństwa postanowił się rozstać z żoną Zofią. Po przyjeździe do Nowego Targu poznał swoją drugą wybrankę serca - późniejsza żonę Iwonę. Rok po ślubie urodził się syn, który zgodnie z tradycją rodzinną otrzymał imię Tadeusz. Po przyjściu syna na świat, konflikty rodzinne zaczęły się nasilać do tego stopnia, że zadecydował z żoną o rozwodzie. Dopiero w trzecim małżeństwie (z Marią) po przeprowadzce do Bielska-Białej zaczęło się układać pomyślnie jego życie osobiste. Tadeusz ''Teddy'' Pietrzykowski - jedyny mistrz wszechwag KL Auschwitz, zmarł nagle dnia 17 kwietnia 1991 roku w Bielsku-Białej. Był niezbyt wysokim, ale Wielkim Człowiekiem, który zawsze pomagał innym i kierował się wartościami wyniesionymi z rodzinnego domu.

29 maja 2015

Okrutny Mike Tyson

Czytając niesamowitą biografie ''Mike Tyson - Moja Prawda'' zastanawiałem się nad walkami amatorskimi i treningami które były bardzo dokładnie opisywane. Nawet pojedynką o pas mistrza świata ''Żelazny'' nie poświecił tyle uwagi w książce. O karierze zawodowej Tysona napisano i powiedziano wszystko. Nagrania z czasów młodości, kiedy żył  Cus D'Amato, a  Mike kochał boks potwierdzają tylko jak niesamowitym, jedynym w swoim rodzaju z darem od pana Boga pięściarzem był ''Iron Mike''. Styl ''peek a boo'' został opanowany do perfekcji, praktycznie niemożliwe było młodego Tysona trafić, a jego precyzja była niczym laserowego radaru naprowadzającego pocisk z precyzją co do centymetra. Tak jak w późniejszych czasach w ringu Mike Tyson był po prostu okrutny, tego nauczył go trener i mentor Cus D'Amato, staruszek który jako jedyny potrafił opanować naturę chłopaka z getta... 

 
 

20 maja 2015

Sasza i Lucky Look w Moskwie


Aleksander Povetkin w eliminatorze federacji WBC zmierzy się z Kubańczykiem Mike Perezem. ''Sasza'' jest jedynym pięściarzem, który po porażce z Władimirem Kliczką wrócił szybko na ring. Śmiem twierdzić w jeszcze lepszej dyspozycji niż przed starciem z ukraińskim królem wagi ciężkiej. Ograniczony technicznie lecz silny i twardy Manuel Charr został efektownie ciężko znokautowany akcją lewy-prawy sierp. Następną ofiarą ''Saszy'', stał się wielki jak tur Carlos Takam. Kameruńczyk padł na mate ringu po okrutnym lewym sierpowy. Nokaut w stylu Mike Tysona. Povetkin poprawił wydolność z którą, zawsze miał problemy, bije z większą częstotliwością, praca nóg także uległa poprawie, ciosy zyskały na sile dzięki dynamice. Boks Rosjanina jest efektowny i efektywny. Mike Perez nie potrafi ustabilizować formy na wysokim poziomie, problemem jest także wahanie wagi pięściarza z Gorącej Wyspy. Magomed Abdusalamov po laniu z rąk Kubańczyka do dnia dzisiejszego jest sparaliżowany, nie mówi a kontakt z światem odbywa się za pomocą ruchów powiek oka. Tak dramatyczne wydarzenie niewątpliwie miało wpływ na psychikę Pereza. W korespondencyjnym pojedynku z ''Saszą'' na tle Takama bardzo blado wypadł Kubańczyk. Walka była  słaba, pełna klinczy, prowadzona w wolnym tempie z wskazaniem na Kameruńczyka. Jeśli Perez znów będzie miał problemy kondycyjnie, zostanie rozbity i znokautowany przez bardziej ruchliwego i dynamiczniejszego Rosjanina. Takie zakończenie przewiduje.

Przed walką wieczoru Moskiewskiej gali wystąpi mistrz świata federacji WBC Grigorij Drozd. W miejsce Krzysztofa Włodarczyka zastępstwo przypadło Łukaszowi Janikowi. ''Krasawczyk'' jest zdecydowanym faworytem. Nawet gdyby Janik cały obóz przygotowawczy, pełne osiem tygodni przepracował stricte pod Rosjanina praktycznie nikt nie przewidywałby detronizacje Drozda. ''Lucky Look'' niespełna dwa tygodnie przed walka dowiedział się o wyjeździe do Moskwy, co ogranicza jego szanse praktycznie do minimum. Aczkolwiek boks jest nieprzewidywalną dyscypliną i jeszcze większe niespodzianki zdarzały się w historii pięściarstwa. Na Łukaszu nie spoczywa żadna presja, każda runda wyrównana będzie już małym sukcesem Polaka. Janik na pewno nie wejdzie do ringu po to by tylko przetrwać, jest bokserem ambitnym, charakternym i z sercem do walki co udowodnił w pojedynku z faworyzowanym  Afolabim na gali w słynnej Madison Square Garden. Mistrzowski dystans 12 rund, niestety sprawi ze z każdą rundą Łukasz będzie miewał przestoje, co raz poważniejsze problemy z wydolnością co na pewno wykorzysta mobilny    'Krasawczyk''. Przewiduje zwycięstwo przez techniczny nokaut Drozda w tzw mistrzowskich rundach gdy już ujdzie powietrze z naszego ''Lucky Looka''. Nawet porażka po dobrej walce możne okazać się zwycięstwem,  ponieważ Janik zyska renomę i  otrzyma kolejne ciekawe finansowo i sportowo oferty. Czego z całego serca życzę niedocenianemu w Polsce Łukaszowi.