12 stycznia 2016

Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą


Aż  115 lat czekał  Brooklyn na walkę, której stawką będzie tytuł mistrza świata w kategorii ciężkiej. 16 stycznia 2016 roku w hali Barclay Center obędą się dwie walki w najcięższej kategorii boksu zawodowego. Wiaczesław Głazkow zmierzy się z Charlesem Martinem, a stawką walki będzie wakujący pas federacji IBF. W drugiej najważniejszej dla polskiego kibica Deontay Wilder przystąpi do trzeciej obrony pasa WBC pretendentem będzie Artur Szpilka. Po Andrzeju Gołocie, Albercie Sosnowskim, Tomaszu Adamku i Mariuszu Wachu piątym Polakiem który przystąpi do walki o mistrzostwo wszechwag jest ''Szpila'' z Wieliczki. ''American dream'' popularnego Szpilki bardzo szybko się spełnia, już w czwartej walce po wyjeździe do Stanów Zjednoczonych i siedemnastej w kategorii ciężkiej. Zdecydowanym faworytem jest Amerykanin, więc postaram się skupić na atutach Polaka. Szpilka jest pięściarzem ''lotnym'' jego praca nóg jest jednym z największych atutów, dlatego uważam że podstawowym kluczem do sukcesu będzie nieustane przemieszczanie się po ringu. Artur nie może pozwolić sobie na przestoje, zwłaszcza na opieranie się o liny z opuszczonymi rękami co niejednokrotnie czynił. Kolejnym atutem ''Szpili'' jest odwrotna pozycja. Artur powinien próbować trafiać lewym sierpowy nad prawą ręką, którą często opuszcza Wilder. Amerykanin zdaje sobie sprawę z mankamentu jakim jest jego szczęka, dlatego Artur każdą akcje gdy Amerykanin będzie szczelnie zasłonięty gardą powinien zaczynać od kombinacji na tułów. Największym problemem dla Polaka, będzie olbrzymia różnica w zasięgu ramion aż 15 cm (według BoxRec) na korzyść ''Brązowego Bombardiera''. Wilder rozpoczyna akcje długim niczym macki ośmiornicy lewym prostym, następnie robiąc ''wiatraki'' zasypuje rywala gradem ciosów sierpowych często bijąc w nieprzepisowy sposób nasadą. Mam nadzieje, iż sędzia ringowy nie pozwoli na takie zachowanie. Jeśli Artur przyjmie na czysto takie ciosy, będzie w okrutnych opałach ponieważ szczęka Polaka nie napawa do optymizmu. Jednak kluczową sprawa będzie wydolność, a nie odporność szczęki. Szpilka musi być gotowy nie na 12 lecz 15 rund walki w bardzo intensywnym tempie. Z Jenningsem gdy uszło powietrze Artur zaczął mieć przestoje na linach, co wykorzystał Amerykanin przejmując zdecydowanie inicjatywę w ringu. Resumując Artura Szpilkę czeka bardzo trudne zadanie do wykonania, aczkolwiek możliwe do zrealizowania Deontay Wilder nie jest pięściarzem kompletnym. Trzymania się planu taktycznego, chłodnej głowy i szczęścia które na pewno się przyda życzę Arturowi. Reszta jest zależna od jego pięści. ''Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą'', dlatego nie skreślam definitywnie ''Szpili'' weryfikacja nastąpi w ringu...            

27 grudnia 2015

Wielkie podsumowianie roku 2015


Maciej Miszkiń
(pięściarz kategorii super średniej/komentator Polsat Sport)

Walka roku:
Głowacki : Huck. Poziom emocji ogromny bo walczył Polak, poziom sportowy mistrzowski bo walczył wieloletni chempion z obowiązkowy pretendentem i dramaturgia bo wyrazista zmiana scenariusza.

Nokaut roku:
Canelo nokautuje brutalnie Kirklanda.

Niespodzianka roku: Z pewnością niespodzianką roku była przegrana Kliczki. Nie dla mnie osobiście, ale dla całej populacji tego sportu sytuacja bez precedensu.

Prospekt roku: Jermall Charlo. Jest już mistrzem ale ja zacząłem obserwować go w 2015 i jest moim kandydatem do zawładnięcia swojej super silnej przecież kategorii. Jest perspektywa jego dalszego rozwoju i możliwość dalszych zdobyczy więc jest prospektem.

Rozczarowanie roku: Kudriaszow to rozczarowanie roku.

Przemysław Osiak
(Przegląd Sportowy)

Walka roku:
Lucas Mathysse : Rusłan Prowodnikow. Rosjanin szczególnie nie przesadza, kiedy mówi, że w ringu mógłby zostawić życie. Dla nas jego walki są wielką przyjemnością. Oby nie przypłacił ich utratą zdrowia

Nokaut roku: Krzysztof Głowacki : Marco Huck. Nie tylko wspaniały nokaut, ale i cudowny powrót Głowackiego z zaświatów w szóstej rundzie. Porażka Hucka przed czasem ze Steve'em Cunninghamem w 2007 roku była niczym w porównaniu z krzywdą i upokorzeniem, których zaznał za sprawą Polaka.

Niespodzianka roku: Tyson Fury : Władymir Kliczko. Przestaliśmy wierzyć, że do końca kariery ktoś zagrozi Władymirowi. Fury'ego uważaliśmy za błazna, na którego wylejemy wiadro pomyj po porażce przez nokaut. Ten błazen jest znacznie rozsądniejszy, niż nam się wydawało.

Prospekt roku: Anthony Joshua. Popełnił mnóstwo błędów w walce z Dillianem Whyte'em, ale można mieć pewność, że będzie walczył mądrzej. Powinien zdominować najciekawszą od przełomu wieków wagę ciężką. Jeśli tak się stanie i pozwolą mu walczyć ze wszystkimi najmocniejszymi rywalami, zostanie największą gwiazdą boksu. Jest inteligenty, wygadany i dobrze wygląda. To samo miał Ali.

Rozczarowanie roku: Floyd Mayweather Junior : Manny Pacquiao. Brak jakiejkolwiek dramaturgii w najważniejszej walce XXI wieku, najdroższej w historii. Przysłużyła się boksowi, ale mogła się mu przysłużyć dużo bardziej.

Tomasz Delimat
(Onet Sport)

Walka roku: Krzysztof Głowacki : Marco Huck. Nie zastanawiałem się nawet przez sekundę, na którą walkę wskazać. Ciężki nokdaun w szóstej rundzie, a potem zwrot o 180 stopni i sensacyjna zmiana właściciela mistrzowskiego pasa - kibice kochają takie pojedynki.

Nokaut roku: Saul Alvarez : James Kirkland. Canelo przez całą walkę znęcał się nad swoim rywalem, a wszystko zakończył w najbrutalniejszy z możliwych sposobów. Na drugim miejscu ustawiłbym cios Aleksandra Powietkina, który zmiótł z ringu Mike'a Pereza. No i nie zapominajmy o tym, jak nasz Izu Ugonoh wrzucił rywala między sałatkę a kotleta.

Niespodzianka roku: Utrata mistrzowskich pasów przez Władimira Kliczkę. Nie jest to może zbyt oryginalny wybór, ale trudno o inny gdy porażkę ponosi ktoś, kto wydawał się nieśmiertelny. Minęło trochę czasu, ale klęska z Tysonem Furym i brak Kliczki na tronie królewskiej kategorii wciąż nie chce pomieścić się w głowie.

Prospekt roku: Felix Verdejo. 22-latek z Portoryko ma wszystko, by zrobić wielką karierę. W mijającym roku dołożył do swojego rekordu trzy efektowne zwycięstwa.

Rozczarowanie roku:
Yoan Pablo Hernandez. Smutny to był koniec Hernandeza. Przez cztery lata był mistrzem świata, ale jego problemy okazały się tak skomplikowane, że obecnie można już o nim mówić jako o byłym bokserze.


Karol Karpiński (Subiektywny Boks)

Walka roku: Głowacki : Huck. Trochę patriotycznie, ale pod względem dramaturgii chyba nic mocniejszego w tym roku nie widziałem. Emocje jak na rollercosterze!

Nokaut roku: Tutaj mam dylemat, bo jeśli chodzi o dramaturgię, o to jak cios odmienił walkę to po raz kolejny wskazałbym nokaut Głowackiego na Hucku, tym bardziej biorąc pod uwagę pozycję z jakiej Głowacki do tej walki startował. Natomiast jeśli chodzi o pojedynczy cios to największe wrażenie zrobił na mnie nokaut Courtney Blockera na Dominicku Goode.

Niespodzianka roku: Dla mnie niespodzianką jest wygrana Fury'ego nad Kliczko - zupełna niespodzianka. Nie spodziewałem się, że ktokolwiek będzie w stanie w tym roku odebrać Kliczce pasy, a tym bardziej nie spodziewałem się tego po Furym. Ciągle miałem w pamięci jego słabsze występy w przeszłości, mnóstwo typowego dla Brytyjczyków gadania, czy słabsze pojedynki jak ten z Cunninghamem. Choć wracając do walki o tytuł nie wiem czy większą niespodzianką nie była niemoc Władimira, który przeszedł obok walki i nie zrobił zupełnie nic.

Prospekt roku: Miano prospekta roku przyznałbym dla Joshuy - nieźle zapowiadał się już w zeszłym roku, ale nie przypominam sobie, by którykolwiek pięściarz zaliczył tak ogromny progres i nagle zaczął być rozważany jako przyszła gwiazda swojej kategorii wagowej. Choć jeszcze z brakami, to już jest z niego kawał zawodnika.

Rozczarowanie roku: Mayweather : Pacquiao. Walka, która miała być czymś wyjątkowym, a skończyło się ogromnym rozczarowaniem. Maszyna marketingowa rozkręcona była do czerwoności, wszystko zapięte na ostatni guzik, natomiast sam ring pozostawił niesmak. Szczególnie bardzo słaba postawa Pacmana, który jeśli chodzi o to starcie nie spełnił pokładanych w nim nadziei.

Dawid Barcikowski (topboxing.pl)

Walka roku: Matthysse : Prowodnikow To starcie było już na papierze murowanym kandydatem do tego miana. Dwóch ringowych zabijaków dało z siebie w ringu 120%.

Nokaut roku: Huck : Glowacki Do dziś brzmią mi w uszach słowa trenera Gmitruka: "przydałaby się odpowiedź Polaka." W tym samym czasie Główka posłał butnego Niemca na deski. To co działo się później było niczym sen. I to jaki! Prawdziwy American Dream. Huck omal nie wypadł nieprzytomny z ringu.

Niespodzianka roku: Kliczko traci mistrzowskie pasy na rzecz Fury'ego. Anglik miał być kolejną ofiarą na liście odprawionych pretendentów. Czy Kliczko był tak slaby w tej walce czy może Fury tak dobry? Rewanż pokaże. Jedno jest pewne-Fury tym zwycięstwem wywrócił do góry nogami porządek w wadze ciężkiej pod panowaniem Doktora Stalowego Młota.

Prospekt roku: W tej kategorii chyba nie będę odosobniony w swoim wyborze- Anthony Joshua. 5 walk w 2015. Wszystkie wygrane przed czasem. Chociaż ostatni pojedynek z Whyte'm pokazał, że przed mistrzem olimpijskim z Londynu jeszcze sporo pracy. On sam zdaje sobie również z tego sprawę. Czasu ma jednak sporo. 26 lat w tej kategorii wagowej to prawie jak wiek juniorski. Ma za sobą już pojedynek wieczoru w PPV. To może być przyszły dominator królewskiej dywizji.

Rozczarowanie roku: Michał Syrowatka. Jego wylot do Stanów w przyszłym roku był niemal pewny. Wystarczyło pokonać starego i walczącego dla pieniędzy (czego nie ukrywał) Jackiewicza. Stary wyga jednak zabrał młodszego kolegę po fachu do bokserskiej szkoły i znokautował. Porażka tym bardziej bolesna, bo odniesiona w rodzinnym Ełku.

Leszek Mańka (Podbrodkowy.blogspot.com )

Walka roku: Cleverly : Fonfara. Trzy rekordy, wysokie tempo, wielka wojna, nikt się nie oszczędzał!

Nokaut roku: Krzysztof Głowacki. Widok Hucka wiszącego bezwładnie na linach, to było coś niesamowitego!

Niespodzianka roku: Pierwsza przegrana Lucasa Matthysse przed czasem. Po wielkiej i wygranej wojnie z Prowodnikowem, Argentyńczyk uległ przed czasem Victorowi Postołowi.

Prospekt roku: Errol Spence Jr. Świetna technika, efektowny styl, zanotował cztery wygrane przed czasem we wszystkich pojedynkach w 2015 roku.

Rozczarowanie roku:
Postawa Kliczko w walce z Tysonem Fury. Mógł pokazać dużo więcej, nie umniejszając nic Tysonowi, który świetnie zneutralizował atuty Kliczki.


Ireneusz Fryszkowski (RingBlog.pl)

Walka roku: Bez wątpienia Głowacki : Huck. Nasz rodak wstrząsnął bokserskim światem po tym jak wstał w 6 rundzie, nawiązał równorzędną walkę, a następnie ciężko znokautował niepokonanego Hucka. Walka mistrzowska, pełna emocji i z nieoczekiwanym zakończeniem. Poza tym zwycięstwa Polaka nad Niemcem zawsze cieszy podwójnie.

Nokaut roku: Brutalny nokaut Izu Ugonoha na Willu Quarrie. Rywal może niezbyt wymagający, ale wypadł prawie za ring, uderzenie Izu piorunujące i widowiskowe, na tyle, że stało się hitem w sieci. Tym nokautem Izu zwrócił uwagę samego Evandera Holyfielda, który publicznie docenił młodego polskiego prospekta.

Niespodzianka roku:  Syrowatka : Jackiewicz. Wszyscy znają dobry warsztat Rafała, ale nikt nie spodziewał się, że w taki sposób znokautuje Syrowatkę. Szczególnie, że ten podobnie rozprawił się na Polsat Boxing Night z Michałem Chudeckim. Jackiewicz walczy wyłącznie dla pieniędzy, a Syrowatka miał marzenia o międzynarodowej karierze. Boks uczy pokory, nie tylko zawodników, ale i kibiców boksu.

Prospekt roku: Patryk Szymański. Młody polski bokser za oceanem pilnie odrabia każdą lekcję, a egzaminy w postaci walk zdaje z wyróżnieniem. Stoczył w tym roku 3 walki. Z rekordem 15-0, 9 KO już w 2016 roku czekają go poważne walki i weryfikacja na najwyższym poziomie.

Rozczarowanie roku: Mariusz Wach. Wyprawa do Rosji okazała się poważną klapą. Byłem zwolennikiem boksu Wacha, bo uważam, że z takimi warunkami mimo pewnych mankamentów jak szybkość, był w stanie wygrywać z najlepszymi w wadze ciężkiej. Zabrakło serca lub jaj jak ocenił to Artur Szpilka. To była ostatnia szansa Wacha. Raczej już się taka nie pojawi.


Jakub Twardosz (OkrutnyBoksblogspot.com)

Walka roku:
Fonfara : Cleverly. Prawdziwa wojna w ringu! Według obliczeń Compubox łącznie pięsciarze wyprowadzili 2524 ciosów! Polak zadał 1413 uderzeń, z których trafił 474. Statystyka Walijczyka także robi wrażenie - 1111 wyprowadzonych ciosów, 462 dosięgło Andrzeja Fonfare.

Nokaut roku: Nokaut Głowackiego na Hucku .''Główka'' brutalnie gradem ciosów wyrzucił poza liny zarozumiałego i aroganckiego Niemca. ''Mistrzem jest ten kto wstaje kiedy nie może'' - Jack Dempsey. Cytat wielkiego mistrza królewskiej kategorii idealnie pasuje by opisać postawę Głowackiego, który zaprezentował olbrzymi charakter mistrza, gdy musiał podnosić się z desek będąc w dramatycznej sytuacji. Zwycięstwo przed czasem w takich okolicznościach smakuje podwójnie. 

Niespodzianka roku:
Tyson Fury na tronie. Na palcach jednej ręki można było policzyć tych, którzy przewidzieli iż król wagi ciężkiej Władimir Kliczko po 11 latach panowania zostanie zdetronizowany z tronu nie podejmując ryzyka w walce .

Prospekt roku: Nie będę oryginalny Anthony Joshua. Wielu mistrzów świata zazdrości popularności olbrzymowi z Watford. Nieodłącznym elementem boksu zawodowego jest popularność która, pozwala sprzedawać bilety i pakiety PPV. Joshua już zbudował swoja markę.

Rozczarowanie roku: Jako entuzjasta talentu Filipińczyka wskazuje - Manny Pacquiao. Nie zrobił praktycznie nic by walkę hucznie nazywaną ''stulecia'' z  Floydem Mayweatherem wygrać. Następnie w żenujący sposób całą winną swoją słabą postawę obwiniał kontuzją barku. Oczywiście do tanga potrzeba dwojga, więc Mayweather także przyczynił się do tytułu rozczarowania roku.

Zapraszam do dyskusji i czekam na wasze opinie.

17 grudnia 2015

Michał Cieślak - ''Do wagi ciężkiej się nie wybieram. Najpierw chciałbym narobić zamieszania w wadze cruiser.''



Rok 2015 dobiega końca, czas na podsumowanie wydarzeń w świecie boksu. Twoim zdaniem co było największym wydarzeniem na ringach światowych?

Oczywiście uważam, że bezapelacyjnym wydarzeniem w świecie boksu był pojedynek Krzyśka Głowackiego z Marco Huckiem.

 Największym zwycięzcą wśród polskich pięściarzy roku 2015 jest?

Krzysztof Głowacki. Jak wiadomo sparowaliśmy ze sobą i chętnie powtórzę z nim niejeden sparing. To twardy, solidny zawodnik a przede wszystkim normalny chłopak. Został zasłużonym Mistrzem Świata, życzę mu dalszych sukcesów.

Wyróżnienie za walkę roku przyznałbyś?

Wyróżnienie za walkę roku przyznałbym  Floyd Mayaweather vs Manny Pacquiao. Historyczne wydarzenie w świecie boksu, które zakończyło się wygraną Floyda, jednak trzymałem kciuki za Manny'ego.

Wszystkie Twoje tegoroczne zwycięstwa zakończyły się błyskawicznymi egzekucjami. Nie jest kurtuazją stwierdzenie iż błędem było opuszczenie przez niektórych kibiców fotela przed telewizorem ponieważ Twoje walki trwały krócej niż zaparzenie herbaty. Jakie cele zakładasz na nowy rok? Zdementujesz plotki jakoby wybierał się do wagi ciężkiej?

Cel jak zwykle jasny: iść do przodu. Nikogo się nie obawiam.Chciałbym walczyć z dobrymi nazwiskami, ale jak wiadomo nie wszystko zależy ode mnie. Do wagi ciężkiej się nie wybieram. Najpierw chciałbym narobić zamieszania w wadze cruiser.

 W ostatnim okresie sparowałeś z Tomaszem Adamkiem i Krzysztofem Włodarczykiem. Czym zaskoczył Cię i co wywarło na Tobie największe wrażenie u każdego z nich?

U Tomasza Adamka jak sam mówił - szybkość. Sparowałem z nim przed Polsat Boxing Night. Był naprawdę solidnie przygotowany. Takie przygotowania powinien mieć również przed PBN z listopada ubiegłego roku, myślę że walka wieczoru mogłaby mieć inny przebieg. Krzysztof Włodarczyk to były Mistrz Świata, który bronił swojego tytułu wiele razy z twardymi zawodnikami. Po wspólnych sparingach rozumiem dlaczego nie było można łatwo mu odebrać tego tytułu. Krzysiek ma dobrą technikę. Sparingi z nim to dla mnie cenne doświadczenie i lekcja na przyszłość.

Temat walki z Pawłem Kołodziejem upadł ponieważ ''Harnaś'' przeniósł się do wagi ciężkiej. Nadal nazwiskiem najbardziej pożądanym pozostaje Łukasz Janik?

 Z jednym jak i z drugim chętnie wyszedłbym do ringu nawet dziś. Nie chodzi o to, że się nie lubimy.  Prywatnie nie mam nic do Pawła ani Łukasza. Chciałbym tylko udowodnić kto jest lepszy.

Walka z Francisco Palaciosem do której nie doszło ze względu na wygórowane oczekiwania finansowe ''Czarodzieja'' jest możliwa w nadchodzącym roku? Czy promotorzy szykują innego poważnego kandydata, a ewentualny pojedynek z Portorykańczykiem jest już nie aktualny?

Bardzo żałuję, że nie doszło do mojej walki z Palaciosem. Byłoby to ciekawe zestawienie dla kibiców,  młodości z doświadczeniem, a dla mnie przy ewentualnej wygranej skok w rankingach. Chciałbym również przeboksować kilka rund, ponieważ moje dwie ostatnie walki zakończyły się w pierwszych rundach, więc kibice jak i ja sam mam niedosyt.

Na koniec zapytam co chciałbyś za pośrednictwem bloga OkrutnyBoks przekazać pasjonatom szermierki na pieści i wszystkim swoim kibicom?

Wszystkim moim kibicom oraz czytelnikom bloga OkrutnyBoks przesyłam serdeczne pozdrowienia i podziękowania za doping, za obecność na galach bokserskich jak i aktywności w internecie. Mam nadzieję, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy w bokserskie niespodzianki i emocjonujące pojedynki pomiędzy pięściarzami z całego świata.

Zdjęcie źródło: RingPolska.pl

29 listopada 2015

Umarł król, niech żyje król !!!

Nowy król Tyson ''Gypsy King'' Fury


Niespodzianka roku? Śmiem twierdzić ze dekady w wadze ciężkiej! Analizą walki, a zwłaszcza słabą postawą i bezradnością Władimira Kliczki zajmą się eksperci z całego świata. Moim skromnym zdaniem kluczem do sukcesu była psychika Tysona Fury. Brytyjczyk ''nie spalił'' się psychicznie, był pewien siebie do ostatniego gongu 12 rundy. Kliczko był sfrustrowany, ponieważ pierwszy raz od wielu lat nie kontrolował przebiegu walki. Oczywiście bez kapitalnej pracy nóg, timingu, ciosów bitych w rożnych płaszczyznach Tyson Fury byłby ''wygodnym'' do punktowania celem jak Mariusz Wach. ''Gypsy King'' obnażył jednowymiarowy styl Kliczki, zniwelował najważniejsze atuty jak warunki fizyczne i szybkość. ''Dr Stalowy Młot'' próbował ''wstrzelić'' się prawym prostym po zadaniu lewego prostego, lecz nieskutecznie. Zabrakło planu B na walkę. A więc: Umarł król, niech żyje król !!! Nasuwa się teraz następujące pytanie kto następny dla ''Gypsy King''?

25 listopada 2015

David ''Hayemaker'' Haye

Świetna informacja, zwłaszcza dla kibiców królewskiej kategorii jak niegdyś była nazywana waga ciężka. Po trzech i pół roku na ring wróci  David Haye były zunifikowany mistrz świata w kategorii crusier (WBC, WBA i WBO)i były mistrz świata WBA w kategorii ciężkiej. Pyszałkowaty Brytyjczyk znów będzie zabawiał dziennikarzy i kibiców barwnymi konferencjami prasowymi. Aczkolwiek ciężko będzie przebić w artystycznych dokonaniach rodaka Tysona Fury. Zdrowy Haye to pięściarz niezwykle dynamiczny, z świetnym timingiem, nokautującym pojedynczym ciosem, absolutna czołówka ciężkiej kategorii. Czas zweryfikuje ile pozostało starego '' Hayemakera''. A już dziś warto przypomnieć najważniejsze momenty i spektakularne nokauty w wykonaniu Anglika:


27 października 2015

Alexis Arguello - Dumma Nikaragui


Kim był idol Romana ''Chocolatito'' Gonzaleza uznawanego obecnie za lidera P4P? Bohaterem biografii jest noszący przydomek "El Flaco Explosivo" legendarny Alexis Arguello z odległej Nikaragui w Ameryce Łacińskiej.

Arguello przeszedł na świat 19 kwietnia 1952 roku w stolicy swego kraju - Mangui. Wychowany w biedzie, mając 13 lat został zmuszony do opuszczenia rodzinnego domu i udania się do pracy na farmie. Karierę pięściarza zawodowego rozpoczął trzy lata późnej. 24 listopada 1973 roku przystąpił do pojedynku z byłym mistrzem świata w kategorii piórkowej Jose Legrą. Kubańczyk mający obywatelstwo hiszpańskie został znokautowany już w 1. rundzie i postanowił zawiesić rękawice na kołku. Wygrany pojedynek, który był eliminatorem do pasa WBA kategorii piórkowej, zagwarantował starcie z mistrzem tej federacji Ernesto Marcelem.

Panamski mistrz zwyciężył na punkty po piętnastorundowej walce i zachował swój tytuł. Po stoczeniu czterech kolejnych walk, z których trzy zakończył przed czasem, Arguello ponownie stanął przed szansą zdobycia pasa Word Boxing Association. Panującym championem był Meksykanin Ruben Olivares. Alexis znokautował go w 13. rundzie i został mistrzem świata. Po odprawieniu z kwitkiem kolejnych czterech pretendentów Arguello postanowił przenieść się wyżej do kategorii super piórkowej.

28 stycznia 1978 w mieście Bayamon w Portoryko zmierzył się z mistrzem WBC Alfredo Escalerą z Portoryko. Nim posiadacz tytułu został znokautowany w 13. rundzie, był już mocno porozbijany - miał między innymi złamany nos i rozcięte łuki brwiowe. W ten sposób Arguello został mistrzem w drugiej kategorii wagowej. Po dwóch udanych obronach pasa doszło do rewanżu z Escalerą w włoskiej Rimini. Znów górą był wojownik z Nikaragui, który i tym razem zwyciężył przed czasem w rundzie 13. Alexis bronił swojego pasa z Rafaelem Limonem (TKO 11), Bobbym Chaconem (TKO 7), Rubenem Castillo (TKO 11) i Rolando Navarrete (TKO 5).

Po serii zwycięstw przed czasem Arguello postanowił spróbować sił w wyższej kategorii lekkiej. Jego pierwszą ofiarą był mocny Cornelius Boza-Edwards, który 9 sierpnia 1980 roku na gali w Atlantic City poległ przez TKO w rundzie szóstej. Rok później w Londynie Alexis został mistrzem świata w trzeciej kategorii wagowej, gdy odebrał pas WBC Szkotowi Jimowi Wattowi - dziś znanemu komentatorowi, który po jednogłośnej porażce na punkty zakonczył karierę. Wojownik z Nikaragui szedł przez zawodowe ringi jak burza, wygrywając przed czasem z czterema pretendentami do jego pasa.

12 listopada 1982 w Miami Arguello zapragnął zapisać się na kartach historii jako pierwszy pięściarz który zostanie mistrzem świata w czwartej kategorii wagowej. Mistrzem WBA junior półśredniej był wspaniały Aaron Pryor z Cincinnati. To był brutalny bój. Coś,czego nigdy, przenigdy nie zapomnę, jak długo będę żył - mówił po walce promotor Bob Arum. W 14. rundzie Arguello zainkasował serię 23 (!) ciosów, ale osunął się na deski dopiero wtedy, gdy sędzia go poddał. Wiele osób twierdziło, iż Pryor przyjął przed decydującą odsłoną jakieś tajemnicze środki wspomagające, dlatego Nikaraguańczyk dostał kolejną szansę. Las Vegas było miejscem, gdzie doszło do upragnionego rewanżu. Pięściarze zmierzyli się w kasynie Caesars Palace 9 września 1983 roku. W 10. rundzie nastąpił koniec. Upadający na deski Arguello został pozbawiony marzeń, by zostać mistrzem w czwartej kategorii wagowej. Zgarnął na pocieszenie 3 mln dolarów, co okazało się jego przekleństwem.

Alexis nie potrafił żyć jak milioner w Miami. Odeszła od jego żona, po tym jak silnie uzależnił się od kokainy. W latach 80-tych w jego kraju toczyła się wojna domowa. Kiedy rządzący sandiniści skonfiskowali majątek, w środku nocy wyrzucając matkę i siostrę, Arguello postanowił przyłączyć się do oddziałów zbrojnych Contras. - Jeśli wierzę, muszę walczyć - stwierdził. W jednej z potyczek ryzykował życie, wyciągając spod ostrzału ciało kolegi. Szybko wrócił do swojego luksusowego domu w Miami. Znów kokaina była przeciwnikiem numer jeden dla Alexisa. Arguello zajmował się wieloma rzeczami po walce z Pryorem. Wstąpił między innymi w znanym serialu ''Miami Vice''. Wkrótce okazało się ze za niezapłacone podatki po raz drugi - tym razem w Stanach - stracił majątek: pięć domów, drogie samochody i luksusowy jacht.

Boks to jedyna rzecz, jaką potrafię robić - mówił przed powrotem na ring. Stoczył dwie wygrane walki i znów się wycofał. Alexis wracał jeszcze na ring w 1994 i 1995 roku, ale drugi z pojedynków przegrał i definitywnie zawiesił rękawice na kołku w wieku 42. lat z rekordem 77-8, 62 KO - jak podaje Wikipedia. Na boxrec.com widnieje bilans 89-8, 70 KO. Po zakończeniu kariery Arguello zaangażował się w politykę z ramienia sandinistów, przeciwko którym walczył. Został wiceburmistrzem, a następnie burmistrzem stolicy Managui, gdzie się wychował. 1 lipca 2009 roku, kilka miesięcy po elekcji, znaleziono jego ciało. Policja ustaliła, iż było to samobójstwo. Syn do dnia dzisiejszego twierdzi, że jego ojciec na pewno nie strzelił sam w swoje serce i było to zabójstwo. Alexis ''El Flaco Explosivo'' Arguello zmarł w wieku 57 lat.
 

19 września 2015

Wilfred ''El Radar'' Benitez - najmłodszy mistrz świata


Bohaterem tej niesamowitej historii będzie ''Biblia Boksu'' nazywany także przez byłych rywali ''El Radar'' ze względu na swoją chirurgiczną precyzję Wilfred Benitez. "El Radar" przyszedł na świat 12 września 1958 roku w Nowym Jorku. Wychował się w portorykańskiej rodzinie emigrantów w owianej złą sławą dzielnicy Bronx. W 1973 roku jako 15-letni młokos zadebiutował na zawodowym ringu, wygrywając przez KO w 1. rundzie. Po stoczeniu 23. zwycięskich pojedynków (w tym 20. zakończonych przed czasem) otrzymał szansę walki o mistrzostwo świata. Stolica Portoryko San Juan okazała się bardzo szczęśliwa dla Beniteza. 6 marca 1976 roku zmierzył się z kolumbijskim mistrzem świata według federacji WBA kategorii junior półśredniej Antonio Cervantesem.Walka zakończyła się niejednogłośnym zwycięstwem na punkty i "El Radar" został nowym mistrzem świata już w wieku 17 lat i 5 miesięcy, co do dnia dzisiejszego zostaje niepobitym rekordem. Rok później federacja WBA pozbawiła najmłodszego w historii mistrza świata tytułu, gdy ten dmówił rewanżu z Cervantesem. Rok 1979 rozpoczął się dla "Biblii Boksu" fantastycznie – 14 stycznia na ringu w San Juan sięgnął po mistrzostwo świata w kolejnej kategorii (tym razem półśredniej), zdobywając pas prestiżowej organizacji WBC po detronizacji Meksykanina Carlosa Palamino. 30 listopada tego samego roku w Las Vegas w hotelu Caesars Palace przyszło się Benitezowi zmierzyć ze wspaniałym złotym medalistą olimpijskim z Montrealu Sugarem Ray Leonardem. "Słodki" pokonał panującego mistrza w 15. rundzie, zadając mu pierwszą w karierze porażkę i odbierając pas WBC, który był stawką walki.

Po latach Benitez wyznał Leonardowi, że nie trenował przed walką, co podobno nie było niczym niezwykłym, bo Wilfred nie lubił przemęczać się w sali treningowej i bazował przede wszystkim na swym naturalnym talencie do boksu. 23 maja 1981 roku w Las Vegas ponownie Caesars Palace "El Radar" zadebiutował w kategorii junior średniej. Wygrał przez techniczny nokaut w 12. rundzie z Maurice'em Hope'em i został mistrzem świata WBC. 30 stycznia 1982 roku, znów w Caesars Palace, pokonał po 15. ekscytujących rundach byłego czempiona kategorii lekkiej i półśredniej - twardego jak skała bohatera z Panamy Roberto Durana (punktacja sędziów: 143-142, 145-141, 144-141). "On w ringu potrafi dosłownie wszystko" - komentował Larry Marchant z HBO. Koniec wielkiego wojownika nastąpił w walce z "Kobrą z Detroit" - Thomasem Hearnsem. Król nokautu nie zostawił żadnych wątpliwości i Benitez tylko cudem uniknął porażki przed czasem, przegrywając na punkty i tracąc pas mistrza świata 3 grudnia 1982 w Nowym Orleanie.

"To wspaniały wojownik" - docenił pokonanego Hearns. Po porażce z Hearnsem wciąż zaledwie 24-letni "El Radar" nie wygrał już żadnej wielkiej walki. Oprócz kłopotów ze zdrowiem, nieuczciwi promotorzy sprawili, że wielki mistrz rozmieniał się na drobne. W 1990 roku wbrew zakazom lekarzy wrócił na ring po czteroletniej przerwie, by przegrać dwie z czterech walk. Obecnie Benitez mieszka w San Juan i utrzymuje się ze stypendium rządowego wynoszącego około 14 tysięcy dolarów rocznie oraz śmiesznej renty, jaką przyznała mu bogata i wpływowa federacja WBC - 250 dolarów miesięcznie. Zdrowie wielkiego mistrza pogarsza się z dnia na dzień. Benitez nie poznaje już ludzi, ma mentalność małego dziecka, musi przebywać pod opieką 24 godziny na dobę - to skutki udaru z 2008 rou i encefalopatii bokserskiej. Dlatego doceńmy wielkich mistrzów, którzy zapłacili tak okrutną cenę za sukces i miłość kibiców, gdy dawno temu byli tytanami ringu.

16 sierpnia 2015

Mistrzem jest ten kto wstaje kiedy nie może


''Mistrzem jest ten kto wstaje kiedy nie może'' powiedział Jack Dempsey i tymi słowami można określić postawę Krzysztofa Głowackiego nowego mistrza świata federacji WBO w 6 rundzie.


''Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą'' nic więcej dodawać nie trzeba. Brawo ''Główka'' !!! !!! !!!